Jannik Sinner wkracza na mączkę jako najgroźniejszy zawodnik w tourze. Po historycznym triumfie w Indian Wells i Miami, gdzie nie stracił nawet seta, Włoch celuje w kolejny prestiżowy tytuł. Choć walka o fotel lidera rankingu ATP nabiera tempa, zawodnik tonuje nastroje przed startem w Monte Carlo.
Sytuacja w zestawieniu najlepszych tenisistów świata jest niezwykle napięta. Sinner traci obecnie 1190 punktów do Carlosa Alcaraza. Jeśli Włoch wygra turniej w Monako, wyprzedzi Hiszpana i wróci na pierwsze miejsce po raz pierwszy od września 2025 roku. Alcaraz broni tam aż 1000 punktów, co stawia go w trudnym położeniu wobec rozpędzonego rywala, który wygrał 12 meczów z rzędu i 34 kolejne sety w turniejach rangi Masters 1000.
Ranking to sprawa drugorzędna
Mimo ogromnej szansy na awans, czterokrotny mistrz wielkoszlemowy przekonuje, że punkty nie są jego priorytetem. Sinner podkreśla, że dla elitarnego gracza liczą się przede wszystkim trofea, a ranking jest jedynie efektem ubocznym dobrych wyników. Włoch czuje się w Monako jak w domu i liczy, że ciężka praca wykonana w upale podczas turniejów w Stanach Zjednoczonych zaprocentuje na bardziej wymagającej fizycznie nawierzchni ziemnej, która wymaga innej wytrzymałości.
Powrót do Monte Carlo ma dla Włocha szczególne znaczenie po ubiegłorocznych problemach. 12 miesięcy temu Sinner musiał wycofać się z rywalizacji z powodu 90-dniowego zawieszenia po testach antydopingowych. Teraz wraca jako faworyt, a jego drabinka wygląda wymagająco. W drodze po tytuł może zmierzyć się z Ugo Humbertem, a w trzeciej rundzie czekać może Stefanos Tsitsipas, z którym Włoch przegrał tu rok temu w dramatycznych okolicznościach po błędzie sędziego.
