Atletico Madryt wyszarpało awans do finału Copa del Rey, ale styl, w jakim to zrobiło, pozostawia wiele pytań. Diego Simeone po meczu z Barceloną nie gryzł się w język i wprost przyznał, że jego drużyna jest skazana na cierpienie. Choć Los Colchoneros przyjechali na Camp Nou z czterobramkową zaliczką, w ostatnich dwudziestu minutach bronili już tylko jednego gola przewagi, drżąc o końcowy sukces do samego końca.
Argentyński szkoleniowiec wyjawił, że jego pierwotna strategia została całkowicie zniszczona przez postawę rywali. Simeone podkreślił, że powrót Pedriego i Raphinhi diametralnie zmienił tempo gry Barcelony, co zmusiło jego piłkarzy do głębokiej defensywy. Trener nie krył złości, wspominając pierwszy mecz, w którym mimo zwycięstwa 4:0 czuł niedosyt. Wiedział bowiem, że klasa zawodników Dumy Katalonii pozwala im na przeprowadzenie spektakularnej remontady w każdych okolicznościach.
Rodzinny finał i niepewna przyszłość lidera
Nadchodzący finał będzie miał wyjątkowy wymiar dla rodziny Simeone, gdyż Diego wystąpi w nim wspólnie ze swoim synem, Giuliano. To symboliczny moment, biorąc pod uwagę, że 13 lat temu świętowali triumf nad Realem Madryt jedynie przez telefon. Jednocześnie nad klubem wiszą chmury w związku z przyszłością Antoine'a Griezmanna. Francuz, który był najlepszym graczem Atletico w rewanżu, jest łączony z transferem do Orlando City, a Simeone publicznie manifestuje chęć zatrzymania go w składzie.
Mimo defensywnego stylu w końcówce, Simeone zapewniał, że plan zakładał ataki, jednak Barcelona narzuciła zbyt wysoką intensywność. Szkoleniowiec docenił wejście Gimeneza, który uspokoił grę w kluczowym momencie. Po końcowym gwizdku Argentyńczyk rozmawiał z Hansim Flickiem, wyrażając nadzieję na kolejne starcie obu ekip w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Warunkiem jest jednak wyeliminowanie przez Atletico drużyny Tottenhamu, podczas gdy Barcelona musi poradzić sobie z Newcastle United.
