Trzecia seria gier na zapleczu niemieckiej ekstraklasy przejdzie do historii jako weekend absolutnej anarchii w defensywach. W aż czterech różnych spotkaniach kibice zobaczyli siedem lub więcej bramek, co zepchnęło formacje obronne do głębokiej defensywy na rzecz ofensywnych fajerwerków. W tym chaosie wyłonili się liderzy, którzy swoimi indywidualnymi popisami zdefiniowali przebieg rywalizacji.
Mohamed Alì Zoma wyrasta na postać numer jeden całych rozgrywek, prezentując formę, która wydaje się nieosiągalna dla reszty stawki. Gwiazdor Norymbergi poprowadził swój zespół do pewnego zwycięstwa 4:1 nad Arminią Bielefeld, zdobywając dwie bramki i dokładając do tego asystę. Jego statystyki po zaledwie trzech meczach są zdumiewające, ponieważ ma już na koncie siedem trafień, co czyni go obecnie zawodnikiem nie do zatrzymania.
Grad bramek w Karlsruhe i Brunszwiku
Równie imponująco zaprezentował się Fabian Reese, który stał się głównym architektem wygranej Wolfsburga 5:2 nad Karlsruhe. Mimo nieustannych gwizdów ze strony wrogich kibiców, pomocnik wykazał się ogromną wytrzymałością i siłą, zdobywając bramkę efektownym wolejem oraz notując dwie asysty. W tym samym czasie Josip Brekalo dyrygował atakiem Herthy Berlin w szalonym starciu z Brunszwikiem, zakończonym wynikiem 5:3. Chorwat z wielkim spokojem wykończył akcję technicznym strzałem i dwukrotnie obsłużył kolegów ostatnim podaniem.
Niesamowite emocje towarzyszyły także wyjazdowej wygranej Greuther Fürth nad Energie Cottbus, gdzie padł wynik 4:3. Felix Klauß udowodnił tam swoją fizyczną dominację, zdobywając dwa gole dzięki świetnemu ustawianiu się w polu karnym rywala. Po stronie pokonanych wyróżnił się Leonardo Bittencourt, który mimo porażki swojej drużyny, z wielką elegancją kreował grę z głębi pola i zapisał na swoim koncie dwie asysty. Norymberga i Hertha Berlin utrzymały po tej kolejce dwa pierwsze miejsca w tabeli.
