Aryna Sabalenka wyrasta na absolutną dominatorkę kobiecego tenisa po skompletowaniu prestiżowego „Sunshine Double”. Białorusinka dołożyła tytuł w Miami Open do wcześniejszego zwycięstwa w Indian Wells, pokonując w dramatycznym finale Coco Gauff 6:2, 4-6, 6-3. Liderka rankingu WTA udowodniła, że potrafi kontrolować emocje w najtrudniejszych momentach, przełamując rywalkę w decydującym secie przy stanie 5:3.
Zwycięstwo na Florydzie wywindowało dorobek punktowy Sabalenki do niebotycznego poziomu 11 025 punktów. Przewaga nad drugą w zestawieniu Eleną Rybakiną, która zgromadziła 8 108 punktów, jest już gigantyczna. Tenisistka nie zamierza jednak zwalniać tempa i otwarcie spogląda w stronę historycznych rekordów wszech czasów. Kolejnym celem na jej liście jest wynik Igi Świątek z maja 2014 roku, gdy Polka miała na koncie 11 695 punktów.
Historyczny pościg za legendarną Amerykanką
Największym wyzwaniem pozostaje jednak rekord Sereny Williams, która w czerwcu 2013 roku osiągnęła pułap 13 615 punktów. Aby zbliżyć się do tego rezultatu, Sabalenka musi utrzymać morderczą skuteczność w nadchodzących turniejach WTA 1000 w Madrycie oraz Rzymie. Kluczowym przystankiem będzie Roland Garros, gdzie zawodniczka powalczy o swój pierwszy w karierze tytuł na paryskich kortach, co mogłoby przypieczętować jej status nowej królowej tenisa.
Sama Sabalenka przyznaje, że ostatnie miesiące były dla niej niezwykle intensywne, łącząc sukcesy sportowe z życiem prywatnym i zaręczynami z Georgiosem Frangulisem. Podkreśla, że w starciu z Gauff kluczowa okazała się siła mentalna, mimo że Amerykanka walczyła o każdą piłkę przed własną publicznością. Coco Gauff po meczu nie szczędziła komplementów zwyciężczyni, zaznaczając, że rywalizacja z Białorusinką zmusza ją do stawania się coraz lepszą zawodniczką.
