Roger Federer wywołał ogromne poruszenie swoimi zeszłorocznymi sugestiami, jakoby organizatorzy wielkich turniejów celowo spowalniali nawierzchnie, by faworyzować konkretnych zawodników. Szwajcarska legenda wskazała wprost, że wolniejsze korty mają ułatwiać drogę do finałów takim graczom jak Jannik Sinner czy Carlos Alcaraz. Dzisiejsze wydarzenia podczas Canadian Open w Montrealu zdają się potwierdzać te kontrowersyjne tezy, wywołując falę dyskusji w środowisku ATP.
Podczas ubiegłorocznego Laver Cup Federer nie gryzł się w język, analizując strategię dyrektorów turniejów. „Rozumiem siatkę bezpieczeństwa, którą widzą dyrektorzy turniejów w spowalnianiu nawierzchni. To dla słabszego gracza. Musi on uderzać dodatkowe, niesamowite piłki, by pokonać Sinnera, podczas gdy na szybkiej nawierzchni mógłby po prostu posłać kilka bomb i przejść dalej w odpowiednim momencie” – ocenił Federer. Dodał również, że wizja finału Sinner-Alcaraz po prostu dobrze sprzedaje się w świecie tenisa.
Dramatyczna zmiana warunków w Montrealu
Liczby nie kłamią – tegoroczny wskaźnik szybkości kortów (CPI) w Montrealu wynosi zaledwie 35,4, podczas gdy rok temu w Toronto wynosił on 44,7. Tak drastyczne spowolnienie gry frustruje zawodników. Arthur Fils, który awansował do ćwierćfinału, porównał warunki do zupełnie innej nawierzchni. „Potrzebowałem serwisu, bo na tak wolnym korcie, jeśli nie zdobywam darmowych punktów, sprawy zaczynają się komplikować. Jest tu niemal wolniej niż na mączce” – przyznał otwarcie Fils po pokonaniu Zachary'ego Svajdy.
Mimo że Sinner i Alcaraz ostatecznie nie pojawili się w Kanadzie, próba dostosowania warunków pod ich styl gry mogła mieć miejsce. Efekt jest jednak opłakany dla obsady turnieju. Z rywalizacji sensacyjnie odpadli już Alexander Zverev, Taylor Fritz, Daniil Medvedev oraz Flavio Cobolli. W efekcie w grze o tytuł pozostał tylko jeden zawodnik z czołowej dziesiątki rankingu – broniący trofeum Ben Shelton, który o półfinał powalczy z Joao Fonseką.
