Elena Rybakina otwarcie sprzeciwia się wprowadzeniu meczów do trzech wygranych setów w kobiecym tenisie. Mistrzyni Australian Open uważa, że zmiana formatu negatywnie wpłynie na poziom sportowy widowiska.
Craig Tiley, dyrektor Australian Open, wywołał burzę propozycją, by od fazy ćwierćfinałów tenisistki rywalizowały na dystansie pięciu setów. Jego zdaniem decydujące rundy zyskałyby na atrakcyjności, stając się fascynującymi spektaklami dla kibiców. Obecnie tylko mężczyźni grają w tym formacie podczas turniejów wielkoszlemowych, podczas gdy kobiety od 1998 roku nie rozegrały oficjalnego spotkania w takim wymiarze. Ostatni raz miało to miejsce podczas finału WTA Finals, gdy Martina Hingis pokonała Lindsay Davenport.
Rybakina, która niedawno pokonała Arynę Sabalenkę w finale w Melbourne, nie kryje pesymizmu wobec tych planów. Po zwycięstwie nad Zheng Qinwen w Doha przyznała, że pięć setów to zdecydowanie za dużo. Kazaszka obawia się, że przy tak dużym obciążeniu fizycznym jakość gry drastycznie spadnie. Podobne, choć mieszane odczucia, wyraziły wcześniej Iga Świątek oraz Coco Gauff. Zawodniczki zastanawiają się, jak duży wpływ na ostateczną decyzję władz będą miały same tenisistki.
Mimo braku oficjalnych decyzji, dyskusja o innowacjach w tenisie nabiera tempa przed kolejnymi turniejami wielkoszlemowymi w 2026 roku. Po Australian Open zawodników czekają zmagania we French Open, na trawiastych kortach Wimbledonu oraz podczas US Open. Na ten moment mecze do trzech wygranych setów pozostają domeną mężczyzn, a każda próba zmiany tego stanu rzeczy budzi opór czołowych zawodniczek rankingu WTA. Czy głos trzeciej rakiety świata powstrzyma rewolucję planowaną przez organizatorów z Melbourne?
