Dyskusja o wprowadzeniu meczów pięciosetowych do kobiecego tenisa nabiera tempa po deklaracjach czołowych zawodniczek rankingu WTA. Paula Badosa oraz liderka światowej listy Aryna Sabalenka otwarcie popierają pomysł, który może całkowicie zmienić oblicze turniejów wielkoszlemowych. Jak donoszą media, temat ten stał się priorytetem po wypowiedziach wpływowych działaczy sportowych.
Paula Badosa, była wiceliderka rankingu, przekonuje, że współczesne tenisistki są fizycznie przygotowane na tak ekstremalne wyzwanie. Zawodniczka podkreśla, że codzienne treningi i ewolucja przygotowania atletycznego sprawiły, że kobiety dysponują wystarczającą siłą, by rywalizować na dystansie pięciu setów. Badosa zaznacza jednak, że kluczowym problemem pozostaje logistyka turniejowa, odpowiednie planowanie meczów oraz czas potrzebny na regenerację organizmu po tak długich i wyczerpujących pojedynkach na korcie.
Sabalenka widzi w zmianach swoją wielką szansę
Aryna Sabalenka idzie o krok dalej i twierdzi, że zmiana formatu gry mogłaby przynieść jej wymierne korzyści w postaci kolejnych trofeów. Białorusinka uważa, że jej przewaga fizyczna nad rywalkami pozwoliłaby jej wygrywać więcej turniejów Wielkiego Szlema, gdyby mecze trwały dłużej. Tenisistka jest pewna wytrzymałości swojego ciała i sugeruje, że choć inne zawodniczki musiałyby włożyć więcej pracy w przygotowanie kondycyjne, dla niej nowy system byłby ogromnym atutem w walce o najwyższe cele.
Pomysł reformy zyskał na znaczeniu dzięki Craigowi Tileyowi, nowemu dyrektorowi generalnemu United States Tennis Association. Zaproponował on, aby mecze pięciosetowe u kobiet wprowadzać stopniowo, zaczynając od decydujących faz turniejów, takich jak ćwierćfinały, półfinały i finały. Tiley, który wcześniej zrewolucjonizował Australian Open, uważa, że nadszedł czas na poważną analizę tego rozwiązania. Środowisko tenisowe czeka teraz na reakcję władz WTA i organizatorów najważniejszych imprez w kalendarzu.
