Rayo Vallecano desperacko walczy o rozegranie niedzielnego meczu z Atletico Madryt na własnym stadionie. Klub przygotował już jednak plan awaryjny na wypadek kolejnej kompromitacji z murawą.
Sytuacja w Vallecas jest napięta po tym, jak ostatnie spotkanie z Realem Oviedo odwołano zaledwie cztery godziny przed pierwszym gwizdkiem. Piłkarze i sztab szkoleniowy Rayo wydali oświadczenie, w którym otwarcie krytykują niebezpieczne warunki pracy. Fala niechęci uderzyła bezpośrednio w prezesa Raula Martina Presę. Zawodnicy twierdzą, że wielokrotnie zgłaszali mu swoje obawy, ale ich głos był ignorowany. Teraz Real Oviedo domaga się walkowera, a atmosfera wokół klubu gęstnieje z każdą godziną oczekiwania na decyzję ligi.
Operacja ratowania boiska kosztowała już 400 tysięcy euro. Nowa trawa została sprowadzona z zagranicy drogą lotniczą, a nad jej ułożeniem pracuje sztab trzydziestu osób pod okiem trzech inżynierów agronomii. Mimo optymizmu płynącego z biur klubu, prognozy pogody są bezlitosne. Ciągłe opady deszczu mogą uniemożliwić świeżej darni odpowiednie ukorzenienie się w podłożu. Eksperci cytowani przez hiszpańskie media twierdzą nawet, że rozegranie meczu w Vallecas przy takich warunkach atmosferycznych graniczy obecnie z cudem.
Władze Rayo zabezpieczyły już stadion Butarque, należący do Leganes, jako lokalizację zastępczą. Obiekt ten znajduje się około 45 minut drogi na południe od Vallecas. Włodarze Leganes dali sąsiadom czas do czwartku na podjęcie ostatecznej decyzji, choć sami rozpoczęli już przygotowania do ugoszczenia derbowego starcia. Trener Inigo Perez chce w sobotę przeprowadzić trening na głównej płycie, aby osobiście sprawdzić stan nawierzchni. Ostateczny werdykt w sprawie miejsca rozegrania meczu wyda inspektor LaLiga po czwartkowej wizytacji.
