W obliczu nadchodzącego finału STS Pucharu Polski na Stadionie Narodowym, szkoleniowiec Rakowa Częstochowa odkrywa karty w temacie zarządzania kadrą i strategii na najbliższe ligowe spotkanie.
Pytanie o rotację składu i celowe oszczędzanie sił przed wielkim finałem jest w Częstochowie jak najbardziej na miejscu — Tomczyk jednak nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Szkoleniowiec Rakowa przyznaje co prawda, że planowanie odbywa się z wyprzedzeniem dwóch, trzech, a nawet czterech tygodni, i że przy takim horyzoncie myślowym trudno nie brać pod uwagę zmian personalnych z myślą o finale. Jednocześnie zastrzega, że żadne decyzje kadrowe nie są jeszcze przesądzone.
Kluczowym argumentem jest stawka spotkania z Lechią.
„Wygrana z Lechią sprawi, że bardzo mocno podłączymy się do czołówki tabeli" — powiedział Tomczyk, dając do zrozumienia, że trzy punkty w lidze wcale nie schodzą na drugi plan.
Trener Rakowa odsłonił przy okazji mechanizm, który ma rządzić selekcją przed pucharowym finałem. Mecz z Lechią Gdańsk stanie się de facto testem sprawności i formy — każdy zawodnik będzie walczył o swoją pozycję na Stadionie Narodowym.
„Dobrą grą zawodnik daje mi jasny sygnał: to ja mam wystąpić w finale Pucharu Polski" — cytował Tomczyk.
Podkreślił jednocześnie, że rywalizacja wewnątrz kadry obejmuje również piłkarzy rezerwowych.
„Kwestia składu na finał jest wciąż otwarta" — podsumował.
Tymczasem rywal z finału, Górnik Zabrze, w piątek staje przed własnym wyzwaniem — meczem na szczycie z Jagiellonią Białystok, w którym remis żadnej ze stron nie wystarczy. Wynik tego spotkania może mieć niebagatelny wpływ na to, z jakim nastawieniem Górnicy wyjdą na murawę Stadionu Narodowego.
