Hat-trick Milety Rajovicia w sparingu z Rigą FC rozbudził nadzieje, ale Marek Papszun pozostawia drzwi otwarte – hierarchia napastników Legii Warszawa wciąż nie jest przesądzona. Mówi się jednak, że obecnie to Rafał Adamski ma najmniejsze szanse na to, by regularnie występować w barwach drużyny.
Przez znaczną część trwającego sezonu Rajović był jednym z bardziej krytykowanych zawodników w składzie Legii. Napastnik zdobywał niewiele goli, a przede wszystkim marnował mnóstwo stuprocentowych sytuacji. Ze względu na braki kadrowe cały czas mógł jednak liczyć na kolejne szanse. Do czasu przyjścia Rafała Adamskiego.
Były piłkarz Pogoni Grodzisk Mazowiecki przebojem wkradł się do pierwszego składu stołecznego klubu, jednak jego dorobek jak na razie zamknął się na jednym golu. Tym w debiucie. W pozostałych pojedynkach prezentował się przeciętnie, dlatego mówi się, iż prawdopodobnie zostanie on jak na razie odstawiony na boczny tor.
Dużo zmieniła sytuacja zdrowotna w drużynie. Jean-Pierre Nsame powraca do pełni sił i wszystko wskazuje na to, że problemy ma już za sobą, a teraz może już tylko wrócić do dyspozycji sprzed kontuzji.
Sparing z Rigą FC rozegrany 27 marca przyniósł niespodziewane akcenty. Legia wygrała 3:1, a Rajović w drugiej połowie skompletował hat-tricka. Papszun nie ukrywał zadowolenia, jednocześnie zastrzegając, że jeden mecz towarzyski niczego jeszcze nie rozstrzyga.
„Cieszy ten klasyczny hat-trick, widać, że Mileta 'odżył'. Czy to punkt zwrotny? Wierzę w tego chłopaka. W sparingu pokazał swobodę i luz, którego czasem brakowało mu w meczach ligowych, gdzie grał pod większą presją i momentami 'nie kontrolował ciała'" – skomentował szkoleniowiec Legii.
Marek Papszun ucina jednak wszelkie spekulacje dotyczące walki o pozycję „dziewiątki”. Przyznaje, że o wszystkim zawsze decyduje aktualna dyspozycja i każdy ma szansę na to, by zostać podstawowym zawodnikiem.
„Co do hierarchii – decyduje forma tygodnia. Mamy jeszcze dwa treningi, by zdecydować, kto wyjdzie jako 'dziewiątka' w systemie 3-4-3."
W zdrowej rywalizacji wewnątrz ekstraklasowej drużyny najmniejsze doświadczenie ma jednak Adamski. Zawodnik został rzucony na głęboką wodę, dlatego – w obliczu powrotu Nsame oraz stabilizującej się formy Rajovicia – sztab może dać mu więcej czasu do zaadaptowania się w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Zapytany, czy intensywna praca z napastnikami oznacza zmianę filozofii, Papszun był jednoznaczny:
„Nie, to raczej ewolucja. Pracujemy kompleksowo nad wszystkimi fazami gry. W zeszłym tygodniu mocno skupiliśmy się na rozwoju indywidualnym zawodników na pozycjach. Chcemy poprawiać jakość operowania piłką."
