PZPN odniósł się do jednej z kluczowych sytuacji w meczu Lecha Poznań z Cracovią. Chodzi o zdarzenie z 53. minuty, po którym sędzia początkowo pokazał bramkarzowi gospodarzy czerwoną kartkę i podyktował rzut wolny bezpośredni. Po interwencji VAR obie decyzje zostały anulowane.
Bramkarz Lecha, znajdując się w pobliżu granicy pola karnego, ruszył do piłki, o którą walczył także zawodnik Cracovii. Po odbiciu futbolówki od klatki piersiowej golkiper złapał ją rękami.
Sędzia główny, po konsultacji z asystentem, uznał, że kontakt z piłką nastąpił poza polem karnym. Podyktował więc rzut wolny bezpośredni, a bramkarza ukarał czerwoną kartką za pozbawienie rywala realnej szansy na zdobycie bramki.
Sytuację przeanalizował jednak sędzia VAR. Na podstawie dostępnych powtórek ustalił, że bramkarz dotknął piłki najpierw prawą, a następnie lewą dłonią wewnątrz pola karnego oraz nad jego linią.
To właśnie położenie piłki miało w tej sytuacji decydujące znaczenie. Zgodnie z przepisami linia wyznaczająca pole karne jest jego częścią. Oznacza to, że bramkarz może zagrywać rękami piłkę znajdującą się nad linią, o ile żadna jej część w momencie kontaktu nie wystaje poza pole karne.
Po analizie VAR arbiter odwołał zarówno czerwoną kartkę, jak i rzut wolny bezpośredni. Prezydium Kolegium Sędziów PZPN potwierdziło, że była to prawidłowa decyzja i w tej sytuacji nie doszło do przewinienia.
Federacja wyjaśniła również, dlaczego sędzia główny nie musiał oglądać zdarzenia na monitorze przy boisku. Ustalenie miejsca kontaktu z piłką jest traktowane jako ocena faktu, dlatego taką wideoweryfikację może przeprowadzić sam sędzia VAR.
Z komunikatu PZPN wynika więc, że Cracovia nie została w tej sytuacji pokrzywdzona. Anulowanie czerwonej kartki dla bramkarza Lecha oraz rzutu wolnego bezpośredniego było zgodne z obowiązującymi przepisami gry.

