GKS Tychy przegrał wyjazdowe starcie z KS Unią Oświęcim 2:3 w kolejce TAURON Hokej Ligi, ale w szatni gości nie było poczucia sportowej niższości. Po meczu głos zabrał Jakub Janik, który wprost przyznał, że jego zdaniem to tyski zespół prezentował się lepiej w grze pięciu na pięciu.
Dla trójkolorowych to druga porażka z rzędu, a do tego bolesna, bo w starciu określanym mianem „Świętej Wojny”.
Wyrównane derby i niedosyt w Tychach
Spotkanie w Oświęcimiu stało na wysokim poziomie intensywności. Nie brakowało fizycznej gry, ostrych pojedynków i efektownych trafień. Tempo i napięcie przypominały już rywalizację w fazie play-off.
– Był to bardzo wyrównany mecz, 5 na 5 można powiedzieć, że byliśmy lepsi. Nie udało nam się wygrać. Może zabrakło trochę skuteczności, ale uważam, że był to dobry mecz, lecz wynik nie cieszy – podsumował Jakub Janik.
GKS Tychy długo pozostawał w grze o punkty, jednak ostatecznie minimalnie lepsza okazała się Unia. Dla tyszan to sygnał, że przed decydującą częścią sezonu każdy detal może mieć kluczowe znaczenie.
Przedsmak play-offów i chwila oddechu
Zawodnicy z Tychów podkreślali, że spodziewali się takiego scenariusza. – To był przedsmak play-offów. Trener nas uczulał, że tak to może wyglądać z Unią, na ciężkim terenie, więc trzeba się powoli do tego przygotowywać – dodał napastnik.
Teraz przed GKS-em krótka przerwa. Najbliższą kolejkę zespół pauzuje, a do gry wróci 20 lutego, kiedy na własnym lodzie podejmie JKH GKS Jastrzębie.
Choć „Święta Wojna” zakończyła się porażką, w Tychach nie ma paniki. Zespół wierzy, że jeśli poprawi skuteczność i utrzyma poziom gry pięciu na pięciu, w decydującej fazie sezonu może jeszcze rozdawać karty.
