Wisła Płock przywiozła z Niecieczy trzy punkty i czwarte miejsce w tabeli Ekstraklasy, jednak pomeczowa konferencja prasowa dostarczyła nieoczekiwanej „atrakcji”, która nie miała wiele wspólnego z analizą spotkania.
Niedzielny wyjazdowy mecz z Termalicą Nieciecza Wisła Płock rozstrzygnęła już w drugiej połowie pierwszej godziny gry. Wiktor Nowak otworzył wynik w 36. minucie, a trzy minuty później prowadzenie podwoił Žan Rogelj. Do przerwy Płocczanie schodzili z dwubramkową zaliczką, a wkrótce po wznowieniu gry Giánnis Niárchos ustalił stan na 3:0. Gol kontaktowy Kamila Zapolnika w 88. minucie był już tylko kosmetycznym sukcesem gospodarzy.
Zwycięstwo pozwoliło Wiśle utrzymać miejsce w czołówce tabeli z dorobkiem 45 punktów. Pokonana Termalica Nieciecza pozostaje na ostatniej, osiemnastej pozycji — z 25 punktami na koncie i bilansem zaledwie sześciu wygranych w 29 rozegranych spotkaniach.
Pomeczowa konferencja prasowa przyniosła jednak moment wykraczający daleko poza piłkarskie analizy. Szkoleniowiec Wisły Płock Mariusz Misiura, zanim przeszedł do kwestii czysto sportowych, zaskoczył zebranych nieoczekiwanym wstępem.
„Widzę, że macie tutaj ładne słonie" — zaczął, nawiązując do klubowych maskotek gospodarzy.
A potem pokusił się o szczere osobiste wyznanie:
„Przed meczem siedziałem tutaj w sali, dzwoniłem do dziecka i mój syn powiedział, że takiego słonia chce" — kontynuował trener. Misiura nie zostawił sprawy bez pointy: „Muszę za chwilę podejść do Rafała Wisłockiego i zapytać, czy uda się takiego zorganizować".

