Maja Chwalińska wyrasta na jedną z największych bohaterek tegorocznego Roland Garros. Polska tenisistka, zajmująca przed turniejem 114. miejsce w rankingu WTA, przeszła przez kwalifikacje i dotarła aż do wielkiego finału w Paryżu. Choć w decydującym starciu uległa Mirrze Andrejewej 3:6, 2:6, jej postawa na kortach imienia Philippe'a Chatriera wywołała falę dyskusji o przyszłości zawodniczki w nadchodzącym sezonie trawiastym.
Sukces we Francji wywindował 24-letnią Polkę na 21. pozycję w światowym rankingu, co teoretycznie gwarantuje jej rozstawienie w kolejnych turniejach. Pojawia się jednak poważny problem proceduralny, na który uwagę zwrócił Andy Roddick. Listy zgłoszeń do turniejów wielkoszlemowych są zamykane z sześciotygodniowym wyprzedzeniem. Oznacza to, że mimo wysokiej lokaty, Chwalińska formalnie musiałaby ponownie przebijać się przez trzystopniowe kwalifikacje do Wimbledonu, chyba że otrzyma od organizatorów specjalne zaproszenie.
Tim Henman daje nadzieję polskim kibicom
Głos w sprawie dzikiej karty dla Polki zabrał Boris Becker, który na antenie TNT Sports dopytywał o szanse zawodniczki na uniknięcie eliminacji w Londynie. Legendarny Niemiec podkreślił, że Chwalińska powinna trzymać się swojego nieszablonowego stylu gry, opartego na skrótach i zmianach tempa. Siedzący obok Tim Henman, który jest zaangażowany w proces przyznawania dzikich kart na Wimbledonie, odpowiedział krótko, ale wymownie: „Myślę, że jest na to całkiem duża szansa”.
Sytuacja jest o tyle niepewna, że w przeszłości dochodziło do kontrowersyjnych pominięć. Rok temu Lois Boisson nie otrzymała zaproszenia do Londynu mimo dotarcia do półfinału w Paryżu. Chwalińska, która po finale podziękowała kibicom za wsparcie i przeprosiła za porażkę z Andrejewą, czeka teraz na oficjalne potwierdzenie. Jej awans sportowy jest bezdyskusyjny, jednak konkurencja o dzikie karty jest ogromna, zwłaszcza przy powrotach takich gwiazd jak Serena Williams czy potrzebach brytyjskich graczy.
