Nagły zwrot w sprawie biletów na finał
W piątek 24 kwietnia w systemie biletowym PZPN niespodziewanie pojawiły się wolne miejsca na finał STS Pucharu Polski między Górnikiem Zabrze a Rakowem Częstochowa. Choć pierwotnie wydawało się, że sprzedaż zakończyła się błyskawicznie już w dniu premiery, a późniejsze zwroty z nieopłaconych zamówień były jedynie kosmetyką, teraz do puli trafiły wejściówki na sektory G1, G3 oraz G34 na PGE Narodowym.
To klasyczny przykład chaosu, który towarzyszy wielkim wydarzeniom piłkarskim w Polsce. Kibice, którzy pogodzili się z brakiem biletów, nagle muszą śledzić system, bo ktoś w federacji najwyraźniej odblokował miejsca, które wcześniej były niedostępne. Wygląda to na próbę łatania dziur w dystrybucji, która od początku budziła emocje, a teraz tylko podsyca niepewność fanów Górnika.
Kto nie zdążył, ma jeszcze cień szansy, choć sposób dystrybucji biletów pozostawia spory niedosyt.
Lech Poznań odzyskuje siły przed klasykiem
Przed niedzielnym meczem z Legią Warszawa sytuacja kadrowa Lecha Poznań uległa wyraźnej poprawie. Do pełnych treningów wrócili Antonio Milić i Robert Gumny, którzy zmagali się z urazami po meczu z Pogonią Szczecin. Trenerzy mają również komfort wyboru w bramce, bo zarówno Bartosz Mrozek, jak i Płamen Andreew są w pełni gotowi do gry, a Radosław Murawski po długiej przerwie dołączył do zajęć z zespołem.
Powrót kluczowych obrońców to dla lidera Ekstraklasy tlen, którego potrzebowali przed najważniejszym starciem rundy. Rywalizacja o miejsce w bramce to z kolei luksus, którego wielu trenerów może zazdrościć. Choć Murawski jeszcze nie jest gotowy na pełne 90 minut, sama jego obecność w treningu to sygnał, że Kolejorz nie zamierza odpuszczać ani centymetra boiska w walce o mistrzostwo.
Lech przystępuje do hitu w optymalnym zestawieniu, co stawia ich w roli faworyta.
Bilans dnia
Doskonałe wieści dla fanów Lecha przed klasykiem z Legią!
Raków nie odpuszcza, ale testuje formę
Trener Rakowa Częstochowa, pytany o rotacje w składzie przed finałem Pucharu Polski, unika jednoznacznych deklaracji o oszczędzaniu sił. Choć przyznaje, że planowanie kadrowe wybiega o kilka tygodni w przyszłość, podkreśla wagę ligowego meczu z Lechią Gdańsk. Wygrana ma pozwolić drużynie na mocne podłączenie się do czołówki tabeli, a sam mecz ma służyć jako ostateczny test sprawności dla zawodników walczących o miejsce w składzie na finał.
To sprytne podejście, w którym trener przerzuca odpowiedzialność na piłkarzy. Zamiast mówić o odpuszczaniu ligi, zamienia mecz z Lechią w wewnętrzną rywalizację o bilet na Stadion Narodowy. Jeśli zawodnik chce zagrać w finale, musi udowodnić swoją wartość w najbliższym spotkaniu. To uczciwy układ, który eliminuje kalkulacje i zmusza do pełnego zaangażowania.
Raków nie wybiera między ligą a pucharem, lecz zmusza piłkarzy do walki o miejsce w składzie na obu frontach.
Wygrana z Lechią sprawi, że bardzo mocno podłączymy się do czołówki tabeli" — powiedział Tomczyk, dając do zrozumienia, że trzy punkty w lidze wcale nie schodzą na drugi plan.
Turecki kierunek dla pomocnika Burnley
Lesley Ugochukwu, pomocnik Burnley, znalazł się na celowniku Galatasaray. Turecki klub liczy na to, że zbliżająca się degradacja angielskiego zespołu zmusi go do redukcji kosztów i pozwoli na wypożyczenie 22-letniego Francuza bez konieczności wykładania dużych kwot. Mimo zainteresowania ze strony innych klubów, sam zawodnik woli kontynuować karierę w Anglii.
To klasyczna próba żerowania na słabości klubu, który traci grunt pod nogami. Galatasaray próbuje zaoszczędzić, licząc na desperację Burnley, ale Ugochukwu nie wydaje się przekonany do przeprowadzki nad Bosfor. Dla piłkarza, który kosztował blisko 28 milionów euro, wyjazd do Turcji byłby wyraźnym krokiem w tył, na co zawodnik nie pali się, mimo trudnej sytuacji swojego pracodawcy.
Finansowe problemy Burnley stają się okazją dla zagranicznych klubów, ale ambicje zawodnika mogą pokrzyżować te plany.
Kwota dnia
Gwiazda Premier League na wylocie? Turecki gigant chce skorzystać z problemów spadkowicza
Liverpool szuka następcy Salaha w Hiszpanii
Liverpool przygotowuje ofertę rzędu 40-45 milionów euro za Abde Ezzalzouliego z Realu Betis. Po odejściu Mohameda Salaha, klub z Anfield potrzebuje wzmocnienia ofensywy, a wszechstronność 24-letniego Marokańczyka, który w tym sezonie zdobył 12 bramek i zaliczył 12 asyst, czyni go głównym kandydatem do gry w podstawowym składzie.
Zastąpienie kogoś o statusie Salaha to zadanie niewdzięczne, a Liverpool musi działać szybko, bo Betis walczy o Ligę Mistrzów i nie zamierza łatwo oddawać swojego lidera. Kwota 45 milionów euro za gracza z takimi statystykami w LaLiga wygląda na rozsądną inwestycję, ale presja na Anfield będzie ogromna. Jeśli transfer dojdzie do skutku, Marokańczyk wejdzie w buty, które dla większości piłkarzy są zdecydowanie za duże.
Liverpool desperacko potrzebuje jakości w ataku, a Abde Ezzalzouli jest ich głównym celem na lato.
Kwota dnia
Liverpool wybrał następcę Mohameda Salaha. Gigantyczna oferta za gwiazdę LaLiga już gotowa