Joan Laporta i Victor Font starli się w czwartkowy wieczór w gorącej debacie, która jest ostatnią szansą na przekonanie socios przed niedzielnymi wyborami. Stawką jest fotel prezesa Barcelony na najbliższe pięć lat. Laporta walczy o czwartą kadencję, przekonując, że tylko on gwarantuje utrzymanie Hansiego Flicka na stanowisku trenera. Font uderza natomiast w finanse klubu, które jego zdaniem zagrażają przetrwaniu instytucji.
Atmosfera gęstniała z każdą minutą, gdy Laporta nazwał swojego rywala technokratą bez doświadczenia, który chce zniszczyć dorobek obecnych władz. Font nie dłużny, oskarżył prezydenta o faworyzowanie turystów kosztem wiernych kibiców i drastyczne podwyżki cen biletów. Najmocniejszy cios padł jednak w stronę Alejandro Echevarrii, doradcy Laporty. Font przypomniał o jego powiązaniach z fundacją Francisco Franco, rzucając prosto w oczy rywala: Nie możemy mieć faszystów w Barcelonie.
Wojna o transfer Haalanda i przyszłość Messiego
Temat transferów wywołał prawdziwą furię. Victor Font ogłosił, że negocjuje prawo pierwokupu Erlinga Haalanda z Manchesteru City. Laporta natychmiast skontrował te doniesienia, nazywając je bezwstydnym kłamstwem i powołując się na dementi agentki piłkarza, Rafaeli Pimenty. Prezydent bronił też Deco, twierdząc, że jego odejście naraziłoby na szwank pozycję Flicka, podczas gdy Font uważa, że obecny dyrektor sportowy nie ma odpowiednich kwalifikacji do pełnienia tej funkcji.
Kandydaci poróżnili się także w kwestii Leo Messiego. Font obiecuje sprowadzenie Argentyńczyka i zaoferowanie mu honorowej prezydentury, podkreślając, że legenda jest przyszłością klubu. Laporta, mimo trudnych relacji z rodziną zawodnika, zapowiedział budowę pomnika dla najlepszego gracza w historii. Zaznaczył jednak stanowczo, że fani chcą skupić się na teraźniejszości i nie zamierza wykorzystywać nazwiska Messiego do celów politycznych, co zarzucił swojemu kontrkandydatowi.
