Po trzech meczach Jürgena Kloppa w roli selekcjonera Niemiec wciąż nie da się wskazać jednego ustawienia jego drużyny. Reprezentacja grała między innymi w systemach 4-3-3, 4-1-2-3, 4-2-3-1 oraz 3-2-5, a wyraźniejszą cechą zespołu okazały się odległości między zawodnikami i ich zachowanie po stracie piłki. Tożsamość drużyny mogła wynikać nie tyle z konkretnego kształtu, ile ze sposobu rozmieszczenia zawodników, podejmowanego przez nich ryzyka pozycyjnego i reakcji struktury po utracie piłki; Klopp pokazał przy tym, że jego myślenie taktyczne pozostaje bardzo przenikliwe.
Remis 1:1 z Holandią w Amsterdamie przypominał 4-1-2-3, z którym Klopp odnosił sukcesy w Liverpoolu, ale kolejne spotkania nie pozwoliły przypisać Niemcom stałego kształtu. Selekcjoner przyznawał, że jego pierwszym meczom może towarzyszyć taktyczna niejasność. Zmieniał zadania bocznych obrońców, pionowe ustawienie pomocników i role skrzydłowych: ci schodzili do środka, utrzymywali szerokość, zamieniali się stronami albo dołączali do napastnika. W spotkaniu z Holandią Karim Adeyemi i Kevin Schade zaczynali po stronie swojej słabszej nogi, wężej niż typowi skrzydłowi. Mieli atakować przestrzeń za linią obrony, a nie tylko zapewniać szerokość, podczas gdy boczni obrońcy, Brown i Treu, mogli przejmować zewnętrzne korytarze. Kai Havertz schodził po piłkę, a obaj skrzydłowi ruszali do środka i w głąb pola. Havertz pełnił w ten sposób rolę płytko ustawionego fałszywego napastnika, a boczni obrońcy mieli dużą swobodę w atakowaniu, choć w pierwszym meczu korzystali z niej ostrożnie.
Samotny Kimmich i problem z niskim blokiem
W Amsterdamie Niemcy stosowali wysoki pressing, jednak linia obrony musiała podążać za atakiem, by formacja pozostała zwarta. Gol Felixa Nmechy z 32. minuty nie był efektem taktycznego schematu. Z czasem zespół Xaviego Hernándeza coraz częściej rozpoczynał akcje trójką z tyłu, omijając pierwszą linię niemieckiego pressingu i znajdując wolnego zawodnika. Największy problem pojawiał się za nią: Joshua Kimmich jako jedyny defensywny pomocnik musiał asekurować olbrzymią przestrzeń w środku. Nmecha i Nadiem Amiri podchodzili wysoko, a Holendrzy uwalniali graczy w półprzestrzeniach, skąd uruchamiali m.in. Cody’ego Gakpo czy podłączającego się Denzela Dumfriesa. Kimmich wygrał zaledwie jeden z siedmiu pojedynków. Gdy doskakiwał do rywala, otwierał lukę za plecami; gdy pilnował środka, rywale grali na zewnątrz. Kimmichowi brakowało szybkości, by samodzielnie zażegnać każde zagrożenie. Kłopot wynikał więc z ustawienia i braku wsparcia, a nie tylko z gorszego występu samego pomocnika.
Po przerwie Amiri cofnął się zdecydowanie głębiej, a Niemcy częściej bronili w 4-5-1; gdy Schade schodził bardzo nisko, ustawienie przypominało wręcz 5-4-1. Amiri pomagał Kimmichowi ryglować strefę wykorzystywaną wcześniej przez Holandię, ale zespół miał większe trudności z wyjściem spod pressingu. Holendrzy oddali 22 strzały, wywalczyli 12 rzutów rożnych i osiągnęli xG na poziomie 3,18, więc wyrównanie było w pełni zasłużone. Niemcy zyskali spokój w środku pola, lecz stali się przy tym wyraźnie mniej groźni w ataku. W drugim starciu – przegranym 0:1 z Grecją – wyzwanie wyglądało inaczej: rywale nie zamierzali przedzierać się przez niemiecką defensywę, tylko skupili się na utrudnianiu rozegrania. Klopp nazwał grę przeciwko niskiemu blokowi najtrudniejszym problemem w futbolu i przyznał, że jego zespół nie ma jeszcze takich rozwiązań wyuczonych na pamięć. Kimmich narzekał na brak ruchu i kreatywności, a Alexander Nübel podsumował posiadanie piłki słowami: „mieliśmy ją w strefach, w których jej nie potrzebujemy”.
Grecja broniła wyżej w wąskim 4-4-2, a blisko własnego pola karnego przechodziła do 5-3-2. Konstantinos Karetsas cofał się niekiedy do linii obrony, która w najgłębszym ustawieniu przybierała wręcz kształt 6-2-2. Niemcy odpowiadali strukturą 2-3-5 lub 3-2-5: Brown wysoko atakował lewą stroną, Vagnoman zostawał znacznie głębiej po prawej, a Adeyemi pilnował tam szerokości. Schade schodził do środka i grał niemal jako drugi napastnik obok Ebnoutaliba, Conté wymieniał pozycje, a Nmecha szukał miejsca między liniami. Kimmich schodził do pierwszej linii rozegrania, choć Grecy nie wywierali tam istotnej presji. Niemcy zyskiwali więc dodatkowego zawodnika do wymiany podań w strefie, którą rywale chętnie oddawali, ale tracili go tam, gdzie chcieli atakować. Przy greckiej linii złożonej czasem z sześciu piłkarzy brakowało wbiegnięć za plecy obrońców, które cofnęłyby blok i otworzyły miejsce przed polem karnym. Krytykowano też role na prawej stronie: Adeyemi dostał statyczne zadanie utrzymywania szerokości, a Vagnoman miał głębiej zabezpieczać tyły. Temu drugiemu trudno było opanować tak rozległy obszar, natomiast gdy Adeyemi zaczął swobodniej zmieniać pozycję, Niemcy stworzyli jeden ze swoich najlepszych ataków.
Niemcy długo rozgrywały piłkę, a po przesunięciu pierwszej greckiej linii spóźniały kolejne podania, dając przeciwnikom czas na powrót do ustawienia. Przerzuty na drugą stronę boiska przychodziły za późno albo nie następowały, a ataki często kończyły się źle przygotowanymi długimi podaniami do Ebnoutaliba, który często miał problem z dojściem do piłki. Zmiany po przerwie na krótko poprawiły atak: Kimmich przestał tak głęboko schodzić po piłkę i przez około 15 minut grał bliżej greckiej linii pomocy. Nmecha i Conté rzadziej cofali się do stoperów, a Niemcy częściej odbierały piłkę wyżej i wchodziły w okolice pola karnego. Później Wirtz zastąpił Contégo, a Burkardt Schadego i dołączył do Ebnoutaliba w środku ataku. Zmiany nastąpiły w 66. minucie. Wirtz miał łączyć pomoc z atakiem, natomiast Brown zapewniał niemal całą naturalną szerokość po lewej. Mimo bardziej ofensywnych ról Niemcy nadal nie potrafiły przesunąć greckiej obrony, a po stracie piłki zostawiały luki w swoim ustawieniu. Przy decydującej stracie Grecja wykorzystała te luki; Niemcom brakowało zarówno użytecznego ryzyka z piłką, jak i odpowiedniego zabezpieczenia po jej utracie.
W trzecim meczu Klopp wymienił całą jedenastkę i pokonał Serbię 2:0. Niemcy miały 74 procent posiadania, niemal tyle samo co w spotkaniu z Grecją, ale tym razem oddały 32 strzały i osiągnęły xG 3,81, przy jednym strzale Serbii i xG 0,01. Wcześniej 76 procent posiadania przeciw Grecji przyniosło 16 prób i xG 1,27. Niemcy oddały 16 strzałów już w pierwszej połowie. Najważniejsza zmiana nastąpiła w środku pola: Aleksandar Pavlović grał jako jedyny defensywny pomocnik, zanotował 148 kontaktów z piłką i organizował rozegranie, a przed nim ustawiali się Tom Bischof i Florian Wirtz. Niemcy dobrze zajmowały półprzestrzenie, grały do przodu, pozostawały blisko siebie po błędach i dzięki temu szybko odzyskiwały piłkę.
Nick Woltemade dobrze wiązał serbską defensywę i schodził głębiej do rozegrania, choć sam gola nie zdobył, a pod bramką brakowało mu skuteczności. Brał udział w grze kombinacyjnej, wyłożył znakomitą piłkę na czystą pozycję Serge’owi Gnabry’emu i dawał środkowym obrońcom rywali punkt odniesienia. Ruchliwy i aktywny Bischof inteligentnie odnajdywał się w półprzestrzeniach, a jego współpraca z Pavloviciem łączyła stabilność z kreatywnością. Otwierające trafienie poprzedziło podanie Pavlovicia do Wirtza, którego strzał w słupek dobił właśnie Bischof.
