Pokonanie Rogera Federera w jego szczytowej formie na trawiastych kortach Wimbledonu było jednym z najtrudniejszych wyzwań w świecie tenisa. Jo-Wilfried Tsonga dokonał tej sztuki w 2011 roku, prezentując jeden z najlepszych występów w swojej karierze. Jak donoszą media, Francuz do dziś z dumą wspomina tamten ćwierćfinał.
Szwajcarski mistrz, będący wówczas sześciokrotnym triumfatorem londyńskiego turnieju, nigdy wcześniej nie przegrał meczu wielkoszlemowego, prowadząc dwoma setami. Tsonga przerwał tę passę, wygrywając 3-6, 6-7(3), 6-4, 6-4, 6-4. Francuz przyznaje, że kluczem do sukcesu była odwaga i agresywna gra, która pozwoliła mu przejąć inicjatywę na korcie centralnym przeciwko legendarnemu rywalowi.
Historyczny powrót na korcie centralnym
„Pokonanie Federera na Wimbledonie w tamtym momencie było dla mnie wyjątkowe. Wygrałem z nim kilka razy, ale zawsze czułem, że zwycięstwo na trawie w Londynie to coś szczególnego” – wyznał Tsonga podczas wydarzenia organizowanego przez markę Adidas. Tenisista podkreślił, że Federer był prawdziwym królem tej nawierzchni, a samo spotkanie się z nim na korcie centralnym stanowiło spełnienie marzeń z dzieciństwa.
Francuz, który w swojej karierze wygrał 18 turniejów ATP i zarobił ponad 22 miliony dolarów, nie żałuje, że przyszło mu rywalizować w erze zdominowanej przez Federera, Nadala i Djokovicia. Choć to oni często blokowali mu drogę do wielkoszlemowych tytułów, Tsonga czuje dumę ze swoich osiągnięć. „Nie mam żalu. Ci trzej gracze byli bardzo dobrzy, to fakt. Co mogliśmy zrobić?” – podsumował były numer pięć światowego rankingu.
