Paris Saint-Germain wygrywa z Bayernem Monachium 5:4 w pierwszym meczu półfinału Ligi Mistrzów. Luis Enrique przyznał po spotkaniu, że czuje się wyczerpany, mimo że nie przebiegł ani jednego metra. Hiszpański szkoleniowiec nigdy wcześniej nie doświadczył starcia o tak wysokiej intensywności.
Mecz zaczął się od trafienia Harry'ego Kane'a z rzutu karnego, a Michael Olise był bliski podwyższenia prowadzenia dla gości. PSG odpowiedziało jednak z ogromną siłą. Khvicha Kvaratskhelia popisał się precyzyjnym strzałem w róg bramki, a Joao Neves uderzeniem głową wyprowadził paryżan na prowadzenie. Choć Olise zdołał wyrównać, kontrowersyjny karny wykorzystany przez Ousmane Dembélé sprawił, że gospodarze schodzili na przerwę z jednobramkową przewagą. Tempo gry od pierwszej minuty narzucone przez oba zespoły było wręcz mordercze.
Szaleństwo w Paryżu i pogoń Bayernu
Po zmianie stron PSG błyskawicznie odskoczyło rywalom. Kvaratskhelia zdobył swoją drugą bramkę w 56. minucie, a zaledwie 120 sekund później Dembélé również skompletował dublet. Przy stanie 5:2 wydawało się, że losy dwumeczu są rozstrzygnięte, ale Bayern Monachium nie zamierzał się poddawać. Dayot Upamecano oraz Luís Diaz strzelili gole w krótkim odstępie czasu, przywracając niemiecki zespół do gry. Ostatecznie paryżanie dowieźli skromną zaliczkę przed rewanżem na Allianz Arena, kończąc ten spektakl wynikiem 5:4.
Luis Enrique po końcowym gwizdku nie krył zdziwienia przebiegiem rywalizacji. Stwierdził otwarcie, że jego zespół zasłużył na zwycięstwo, remis, a nawet na porażkę. Trener podkreślił, że rytm tego spotkania odbiegał od jakichkolwiek standardów, a obie ekipy pokazały futbol na niesamowitym poziomie. Według szkoleniowca PSG, każdy kibic piłki nożnej, niezależnie od barw klubowych, powinien być usatysfakcjonowany takim widowiskiem. Teraz cała uwaga skupia się na Monachium, gdzie rozstrzygnie się kwestia awansu do finału.
