Taylor Fritz ma za sobą obiecujący okres na kortach trawiastych, ale eksperci alarmują o zjawisku, które może przekreślić jego marzenia o tytule wielkoszlemowym. Choć Amerykanin od ponad czterech lat utrzymuje się w czołowej dziesiątce rankingu, czas zaczyna grać na jego niekorzyść. Zbliżający się do 29. urodzin tenisista zmaga się z tendencją, która stawia pod znakiem zapytania jego zdolność do rywalizacji z absolutną elitą światowego tenisa.
Największym problemem Fritza stała się gra przy serwisie rywali. Statystyki są bezlitosne: w 2022 roku wskaźnik przełamań Amerykanina wynosił 24,7 proc., by w kolejnych latach systematycznie spadać. W 2025 roku było to już tylko 18,1 proc., a w obecnym sezonie wynik ten drastycznie obniżył się do poziomu 12-12,5 proc. Komentator Gill Gross określa to mianem niepokojącego trendu, który bezpośrednio wpływa na brak sukcesów w najważniejszych turniejach.
Problemy zdrowotne i brutalna diagnoza eksperta
Na spadek formy wpływ miało zapalenie ścięgna w kolanie, które wyhamowało postępy zawodnika na początku roku. Gill Gross zauważa, że uraz odbił się na poruszaniu się Fritza po korcie. „Myślę, że jego poruszanie się zrobiło w tym roku krok w tył w porównaniu do poprzednich lat. To był obszar, w którym poczynił ogromne postępy, nawet jeśli nigdy nie będzie to najwyższy światowy poziom” – ocenił ekspert na swoim kanale YouTube, wskazując na kluczowy element regresu.
Mimo porażek w finałach w Stuttgarcie i Halle, gdzie musiał uznać wyższość Bena Sheltona i Francesa Tiafoe, Fritz pozostaje groźnym rywalem na trawie. Jako szósty rozstawiony w nadchodzącym Wimbledonie, będzie próbował nawiązać do ubiegłorocznego półfinału. Gross podkreśla jednak jasno: „Kiedy znów zacznie przełamywać serwis na poziomie 18-20 proc., wtedy będziemy wiedzieć, że ponownie stanie się istotnym czynnikiem w grze o najwyższe cele”.
