Marsylia pogrąża się w organizacyjnym chaosie, a misja ratunkowa Medhiego Benatii ma już wyznaczoną datę końcową. Właściciel klubu, Franck McCourt, oficjalnie potwierdził, że dyrektor sportowy odejdzie z zespołu wraz z zakończeniem obecnego sezonu.
Sytuacja w Olympique Marsylia stała się napięta po lutowym odejściu trenera Roberto De Zerbiego, co wywołało lawinę zmian kadrowych w gabinetach. Pablo Longoria stracił stanowisko prezesa, a Benatia początkowo również zrezygnował z funkcji. Choć po kilku dniach zdecydował się wrócić do pracy, zrobił to wyłącznie na prośbę właściciela. Benatia przyznał, że nie mógł zostawić klubu w tak trudnych warunkach ze względu na sentyment, ponieważ to właśnie w Marsylii zaczynał swoją karierę.
Kulisy porozumienia na szczycie władz
Podczas prezentacji nowego prezesa, Stéphane’a Richarda, Franck McCourt ujawnił szczegóły rozmów z marokańskim działaczem. Właściciel przyznał, że Benatia był gotowy odejść znacznie wcześniej, ale uległ namowom po osobistym spotkaniu. Dyrektor postawił jednak twardy warunek: dokończy tylko trwającą kampanię. McCourt zaakceptował ten układ, co definitywnie ucina spekulacje o długofalowej współpracy. Benatia podkreśla, że jego powrót wynikał z poczucia odpowiedzialności, a nie z chęci przejęcia władzy w klubie.
Obecnie Marsylia musi przygotować się na kolejną rewolucję kadrową, która nastąpi latem. Benatia pozostaje na stanowisku do czerwca, aby zapewnić stabilność w okresie przejściowym, ale jego decyzja o odejściu jest nieodwołalna. McCourt publicznie podziękował mu za lojalność w kryzysowym momencie, jednocześnie potwierdzając, że umowa wygasa po ostatnim meczu sezonu. Klub czeka teraz trudne zadanie znalezienia następcy, który udźwignie ciężar odbudowy sportowej potęgi na południu Francji.
