Zamiast rywalizacji na pustyni, personel Formuły 1 zostaje w domach. Wojna w Iranie doprowadziła do odwołania wyścigów w Bahrajnie oraz Arabii Saudyjskiej, co wymusiło na władzach sportu ogłoszenie niespodziewanej przerwy. Kierowcy wrócą do walki dopiero na początku maja podczas Grand Prix Miami.
Finansowe skutki tej decyzji są porażające. Szacuje się, że Formuła 1 straci około 100 milionów dolarów z samych opłat licencyjnych za organizację wyścigów. Do tego dochodzą problemy z umowami sponsorskimi, które zakładały kalendarz złożony z 24 rund. Mniejsze wpływy do budżetu federacji oznaczają w konsekwencji niższe premie dla poszczególnych zespołów, co zmusi księgowych do weryfikacji planowanych wydatków na dalszą część sezonu 2026.
Technologiczny wyścig zbrojeń w cieniu konfliktu
Dla inżynierów dodatkowy czas to szansa na uratowanie sezonu. Zespół Williams walczy z nadwagą bolidu, która drastycznie obniża tempo wyścigowe. Z kolei Aston Martin musi pilnie rozwiązać problemy z wibracjami na linii silnik-podwozie. Przymusowa pauza pozwala ekipom na spokojną pracę w fabrykach i testy na symulatorach, co przy napiętym grafiku startów jest zazwyczaj niemożliwe. To kluczowy moment na dopracowanie poprawek przed wylotem do Stanów Zjednoczonych.
Najmocniej cierpią jednak kibice i młodzi kierowcy. Fani, którzy wykupili loty i hotele, wciąż czekają na zwroty pieniędzy, tracąc przy tym opłaty administracyjne. Kryzys dotyka też serie Formuła 2 i Formuła 3. Tamtejsi zawodnicy płacą za starty nawet 3 miliony funtów, a utrata dwóch weekendów wyścigowych stawia ich relacje ze sponsorami pod znakiem zapytania. Organizatorzy rozważają przeniesienie tych rund do Miami lub Montrealu, by wypełnić luki w kalendarzu.
