Arsenal wchodzi w letnie okno transferowe jako aktualny mistrz Anglii, ale nastroje w Londynie dalekie są od euforii. Zamiast zapowiadanej demonstracji siły, klub zmaga się z oskarżeniami o brak zdecydowania i opieszałość w działaniu.
Sytuacja stała się napięta po tym, jak Chelsea wygrała wyścig o podpis Morgana Rogersa. Anglik był priorytetem dla Arsenalu, a jego utrata na rzecz lokalnego rywala uderzyła w wizerunek klubu. Jamie Carragher nie gryzie się w język, twierdząc, że zespół wrócił do dawnego, zgubnego nawyku monitorowania piłkarzy bez finalizowania transakcji. Według eksperta samo identyfikowanie celów nie zastąpi realnych wzmocnień, a obecna postawa zarządu wygląda na niebezpieczne wahanie zamiast chłodnej kalkulacji.
Dyscyplina finansowa czy brak ambicji mistrza?
Klub stara się zachować spokój, argumentując, że nie zamierza przepłacać w świecie absurdalnych wycen. Do zespołu dołączył już Christos Tzolis, który zastąpił sprzedanego do Besiktasu Leandro Trossarda. To jednak za mało dla kibiców, którzy po 22 latach oczekiwania na tytuł liczyli na transfery z najwyższej półki. Andrea Berta przygotował listy alternatywnych opcji, ale porażki w negocjacjach o Rogersa czy Jeremy'ego Mongę, który wybrał Manchester City, budzą uzasadniony niepokój o skuteczność tej strategii.
Mimo trudnego początku, okno transferowe w Premier League potrwa do 1 września. Arsenal wciąż ma na celowniku takie nazwiska jak Bruno Guimaraes czy Bradley Barcola, co teoretycznie potwierdza wysokie ambicje. Mikel Arteta i dyrekcja sportowa muszą jednak działać szybko, by udowodnić, że ostatni sukces nie odebrał im determinacji. Mistrzowie są oceniani nie przez pryzmat list życzeń, ale przez jakość zawodników, których faktycznie uda się wprowadzić do szatni przed startem sezonu.
