Żużel traci jednego z ważniejszych partnerów finansowych. Po ponad trzech dekadach inwestycji spółka Boll znacząco ogranicza swoje zaangażowanie w PGE Ekstraligę i cykl Grand Prix. Jeszcze rok temu firma przeznaczała na ten sport około dwóch milionów złotych rocznie.
Decyzja zapadła w momencie, gdy dyscyplina zmaga się z problemami oglądalności i malejącą atrakcyjnością dla globalnych sponsorów.
Koniec szerokiego wsparcia, zostaje jeden zawodnik
W poprzednim sezonie logo Bolla widniało na kevlarach czterech zawodników startujących w mistrzostwach świata. Podczas rundy Grand Prix na PGE Narodowym zielone barwy firmy były jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów wizualnych.
Teraz wsparcie zostanie ograniczone wyłącznie do Brady’ego Kurtza, którego doceniono za wyniki w ubiegłorocznym cyklu. Trwają też rozmowy z władzami PGE Ekstraligi w sprawie ewentualnego partnerstwa przy wybranych wydarzeniach, ale skala współpracy ma być zdecydowanie mniejsza.
Według nieoficjalnych informacji przedstawiciele spółki uznali, że żużel przestał być platformą pozwalającą realizować cele biznesowe. Problemem ma być zawężona grupa odbiorców i marginalne zainteresowanie dyscypliną poza Polską.
Oglądalność i rynek pod znakiem zapytania
Średnia widownia meczów PGE Ekstraligi w telewizji w ubiegłym sezonie wynosiła nieco ponad sto tysięcy widzów. W przypadku Grand Prix brak jest oficjalnych danych dotyczących globalnej oglądalności, ale eksperci wskazują, że zainteresowanie poza Polską jest niewielkie.
To sprawia, że dla firm o międzynarodowych ambicjach ekspozycja w żużlu staje się mniej atrakcyjna niż w innych motorsportach. Boll w kolejnym sezonie ma skierować środki w stronę wyścigów GT3 oraz rajdów WRC2, gdzie potencjał marketingowy oceniany jest wyżej.
Jeszcze niedawno spółka była łączona z możliwym przejęciem klubów z Torunia i Łodzi. Rozmowy jednak utknęły, a dziś władze firmy są przekonane, że dalsze inwestowanie w żużel byłoby nieefektywne.
Niepokojące sygnały płyną także z innych stron. W kuluarach mówi się o wątpliwościach kolejnych dużych marek, w tym producentów napojów energetycznych, co tylko potęguje obawy o przyszłość finansową cyklu Grand Prix i całej dyscypliny.
