Mercedes wreszcie pokazał prawdziwą siłę. Po zwycięstwie George’a Russella w Melbourne padły maski, a rywale z przerażeniem analizują dane GPS. Choć Toto Wolff tonuje nastroje, sygnały płynące z toru Albert Park są jednoznaczne: fabryczna ekipa odjechała reszcie stawki w sposób, którego nikt się nie spodziewał.
Największe kontrowersje budzi fakt, że Mercedes dysponuje gigantyczną przewagą nad zespołami, którym sam dostarcza silniki. Analiza okrążeń kwalifikacyjnych Russella i Oscara Piastriego z McLarena obnażyła brutalną prawdę. Mercedes jest szybszy niemal w każdym zakręcie, a mimo to nie traci tempa na prostych. Kluczem jest niesamowicie wydajne zarządzanie energią, które pozwala odzyskiwać jej znacznie więcej niż robią to klienci korzystający z tej samej jednostki napędowej.
Szok w Williamsie i McLarenie
James Vowles, szef Williamsa, nie gryzie się w język i mówi o byciu „trochę wstrząśniętym” tym, jak mądrzejszy okazał się Mercedes. Według jego szacunków, sama różnica w wykorzystaniu silnika kosztuje ich około trzech dziesiątych sekundy na okrążeniu. Okazuje się, że podczas testów w Bahrajnie zespoły klienckie otrzymały bardziej podstawową specyfikację oprogramowania, co pozwoliło fabrycznej ekipie szybciej zrozumieć potencjał nowej konstrukcji.
Andrea Stella z McLarena potwierdza, że zespół musi zintensyfikować współpracę z inżynierami Mercedesa, aby zrozumieć, jak wydobyć ukrytą moc z posiadanej jednostki. Choć Toto Wolff zapewnia o uczciwości wobec partnerów, przyznaje, że przy nowych przepisach krzywa uczenia się jest niezwykle stroma. Na ten moment Mercedes odwrócił role z ostatnich lat i przestał dawać się wyprzedzać własnym klientom.
