20 milionów euro wystarczyło, aby przekonać władze z Camp Nou do sprzedaży swojego wychowanka, jednak nawet tak drastyczna obniżka nie przyniosła oczekiwanego skutku. Marc Casadó ostatecznie nie odszedł z klubu na zasadzie transferu definitywnego, co wywołało spore rozczarowanie w gabinetach dyrektora sportowego Deco. Zamiast gotówki, która miała zasilić budżet, klub musiał zadowolić się jedynie czasowym rozstaniem z zawodnikiem.
Według zagranicznych doniesień dziennika Diario Sport, Barcelona była o krok od sfinalizowania transakcji z Bayerem Leverkusen. Niemiecki klub wyraził gotowość do zakupu 22-latka po tym, jak Blaugrana ścięła swoje żądania z 40 do zaledwie 20 milionów euro. Operacja wysypała się na ostatniej prostej, ponieważ ekipa z BayArena nie zdołała sprzedać Roberta Andricha, co zablokowało fundusze na transfer Hiszpana. W efekcie Casadó wylądował w beniaminku LaLiga, Deportivo La Coruña, gdzie spędzi najbliższy sezon na wypożyczeniu.
Sytuacja pomocnika była dynamiczna przez całe lato, a Barcelona już pod koniec sierpnia sygnalizowała gotowość do ustępstw finansowych. Choć początkowo wyceniano go wysoko, brak konkretnych ofert od chętnych sprawił, że klub desperacko szukał wyjścia z sytuacji, byle tylko odciążyć listę płac lub uzyskać przychód transferowy. Ostatecznie piłkarz pozostaje związany kontraktem z katalońskim zespołem aż do czerwca 2027 roku, co oznacza, że temat jego definitywnej sprzedaży powróci prawdopodobnie w kolejnych okienkach transferowych.
Deco i pozostali członkowie zarządu pracowali bez wytchnienia, aby znaleźć stałego nabywcę, lecz rynek zweryfikował ich plany w brutalny sposób. Niepowodzenie rozmów z Bayerem Leverkusen sprawiło, że Barcelona straciła szansę na szybki zastrzyk gotówki w wysokości 20 milionów euro. Obecnie klub musi liczyć na to, że regularne występy Casadó w barwach Deportivo La Coruña pozwolą utrzymać lub podnieść jego wartość rynkową przed kolejną próbą transferu.
