Charles Leclerc zdominował poranną sesję drugiego dnia testów w Bahrajnie, wykręcając najlepszy czas za kierownicą Ferrari SF-26. Podczas gdy Monakijczyk błyszczał na torze, ekipy Mercedesa i Red Bulla zmagały się z poważnymi problemami technicznymi.
Leclerc uzyskał wynik 1:34.273 na miękkich oponach, poprawiając o cztery dziesiąte sekundy środowy rezultat Lando Norrisa. Brytyjczyk z McLarena ponownie pokazał moc, zajmując drugie miejsce ze stratą pół sekundy, choć swój czas wykręcił na mieszance pośredniej. Reszta stawki, prowadzona przez Pierre’a Gasly’ego z Alpine, straciła do lidera ponad dwie sekundy. Tak duża różnica wynika częściowo z kłopotów faworytów, którzy zamiast ścigać się z czasem, walczyli z usterkami w garażach.
Red Bull przeżył trudny poranek, wypuszczając Isacka Hadjara na tor dopiero w samej końcówce sesji. Zespół musiał uporać się z wyciekiem hydraulicznym w podwoziu, który wykryto jeszcze podczas wczorajszego montażu bolidu. Równie fatalnie spisał się Mercedes. Andrea Kimi Antonelli pokonał zaledwie trzy okrążenia, zanim awaria jednostki napędowej wykluczyła go z dalszych jazd. Młody Włoch musiał przedwcześnie zakończyć pracę, licząc, że George Russell przejmie sprawny samochód w sesji popołudniowej.
Emocji dostarczył także Sergio Perez w barwach Cadillac Racing, który już na pierwszym okrążeniu wyjazdowym wywołał czerwoną flagę. Choć przyczyna zatrzymania nie została sprecyzowana, Meksykanin szybko wrócił do rywalizacji i zdołał przejechać 42 kółka. Jego tempo nie rzucało jednak na kolana, bo wolniejszy od niego był tylko Fernando Alonso w Aston Martinie. Stawkę uzupełnili Oliver Bearman, Alexander Albon, Nico Hulkenberg oraz Liam Lawson, a poranek zwieńczyły testy procedur wirtualnego samochodu bezpieczeństwa.
