Lamine Camara nie zamierza rozpamiętywać wydarzeń z ostatniego dnia letniego okienka transferowego. Pomocnik AS Monaco był o krok od przeprowadzki do Londynu, jednak transakcja z Chelsea załamała się tuż przed zamknięciem rynku.
Reprezentant Senegalu stał się celem „The Blues” w ostatnich godzinach okna, gdy klub gorączkowo szukał następcy dla Enzo Fernandeza. Argentyńczyk, jak podaje Mirror, zdecydował się na przenosiny do Manchesteru City, co wymusiło na londyńczykach szybką reakcję. Choć porozumienie z Monaco wydawało się bliskie, a kwota transakcji miała oscylować wokół 47 milionów funtów, francuski klub ostatecznie zablokował ruch w jedenastej godzinie.
Profesjonalizm mimo rozczarowania na rynku
Podczas konferencji prasowej przed meczem ze Strasbourgiem, 22-letni pomocnik odniósł się do zamieszania wokół swojej osoby. Przyznał, że szansa na zmianę barw była realna, ale nie zamierza tracić energii na analizowanie przeszłości. „Była możliwość, że odejdę. Nie udało się w ostatniej minucie i to jest część futbolu. To element życia profesjonalnego gracza. Udało mi się zachować profesjonalizm i nie rozpamiętywać tego zbyt mocno” – wyznał Camara.
Piłkarz podkreślił, że jego priorytetem jest teraz wyłącznie gra dla obecnego pracodawcy. „Kiedy coś już się wydarzyło, nie ma sensu o tym myśleć. Piłka nożna pędzi szybko, być może pojawią się inne okazje. Ale na razie skupiam się na sezonie z Monaco. Zamknąłem ten rozdział” – dodał zawodnik, który od momentu przejścia z FC Metz w lipcu 2024 roku rozegrał dla klubu z Księstwa 76 meczów, notując w nich sześć bramek oraz 11 asyst.
Camara pozostaje fundamentalną postacią w układance Monaco, co potwierdzają statystyki z początku nowej kampanii Ligue 1. Senegalczyk rozegrał pełne 90 minut w każdym z pięciu pierwszych spotkań ligowych, zdobywając w tym czasie jednego gola. Jego wszechstronność w roli „ósemki” i „szóstki” sprawia, że wciąż znajduje się pod obserwacją kilku klubów z Premier League, które doceniają jego parametry fizyczne i wysokie umiejętności techniczne.
