Grand Prix Turcji oficjalnie wraca do kalendarza Formuły 1 od 2027 roku. Władze serii podpisały pięcioletni kontrakt, który przywraca rywalizację na torze Istanbul Park po kilkuletniej przerwie. Decyzję ogłosił prezydent Recep Tayyip Erdogan, kończąc długie starania o stałe miejsce w harmonogramie mistrzostw świata.
Powrót Stambułu oznacza poważne przetasowania w kalendarzu, który pozostanie ograniczony do 24 rund rocznie. W 2027 roku z rozpiski zniknie Grand Prix Holandii z powodu wygasającej umowy oraz Grand Prix Barcelony, które przechodzi na system rotacyjny. Wolne miejsca zajmą Turcja oraz Portugalia, co zamyka drogę nowym kandydatom, takim jak Argentyna czy Tajlandia, przynajmniej do sezonu 2028. Stefano Domenicali podkreśla, że Istanbul Park to jeden z najbardziej ekscytujących i wymagających obiektów dla kierowców.
Historyczny tor i koniec marzeń nowych kandydatów
Istanbul Park gościł Formułę 1 dziewięć razy, ostatnio w latach 2020-2021 jako zastępstwo w czasie pandemii. To właśnie tam Lewis Hamilton przypieczętował swój siódmy tytuł mistrzowski, a Felipe Massa odnosił rekordowe trzy zwycięstwa z rzędu. Nowa umowa jest efektem współpracy rządu, federacji sportowej i szefów F1. Choć zainteresowanie organizacją wyścigów zgłaszają kolejne kraje, limit 24 Grand Prix sprawia, że jedynym zagrożonym wyścigiem w 2027 roku pozostaje Las Vegas, którego kontrakt wygasa w tym samym czasie.
