Mateusz Stolarski wprost wylicza czynniki, które sprawiły, że sytuacja Motoru Lublin w ligowej tabeli stała się niepokojąca.
Głównym problemem, z którym boryka się obecnie Motor Lublin, jest drastyczne uszczuplenie składu osobowego. Trener Mateusz Stolarski przyznaje, że zespół opiera się obecnie na nadmiernej eksploatacji zaledwie trzynastu zawodników, co doprowadziło do nieuniknionych przeciążeń organizmów. Sytuację pogarsza długa lista nieobecnych, na której znaleźli się kluczowi gracze.
„W ostatnich meczach nie gra z nami jeden z liderów, Ivan Brkić. To strata trudna do zastąpienia globalnie – pod kątem energii i szatni” – zauważa szkoleniowiec.
Do problemów w bramce doszły kontuzje Michała Króla, Thomasa Santosa oraz Fabio Ronaldo, który zmagał się z urazem biodra. Według trenera to właśnie brak stabilności w defensywie oraz wymuszone zmiany personalne zburzyły dotychczasową strukturę gry Lublinian.
Analizując obecną dyspozycję, Stolarski wskazuje, że wcześniejsza seria zwycięstw mogła zaciemniać realny obraz potencjału drużyny.
„To, co robiliśmy przed przerwą na kadrę, to było punktowanie na poziomie pierwszej trójki w tabeli. To był po prostu over-performance – punktowanie powyżej naszego potencjału” – ocenia bez ogródek.
Obecnie rzeczywistość jest znacznie trudniejsza, gdyż Motor ma jedynie trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Mimo zajmowania 9. miejsca w tabeli, szkoleniowiec określa tę sytuację mianem „anomalii” i zapowiada walkę o pozostałe do zdobycia dwanaście punktów.
Pytany o matematyczne szanse na utrzymanie, odpowiada sceptycznie:
„W tej lidze niczego nie liczę, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie”. Zespół ma skupić się na codziennej pracy, by uniknąć nerwowych kalkulacji w końcówce sezonu.
