Atletico Madryt stoi przed kluczową decyzją w sprawie przyszłości Nicolasa Gonzaleza. Argentyński skrzydłowy trafił na Metropolitano z Juventusu w ramach wypożyczenia, które może zamienić się w kosztowny transfer definitywny.
Sytuacja 27-latka w stolicy Hiszpanii staje się coraz bardziej skomplikowana. Choć Gonzalez imponuje pracowitością, świetną grą głową i idealnie pasuje do systemu 4-4-2, jego liczby brutalnie weryfikują dotychczasowy pobyt w klubie. W 25 występach zdołał wypracować zaledwie jedną bramkę, co przy 1405 minutach spędzonych na boisku budzi spore wątpliwości. Skrzydłowy błysnął co prawda w wygranym 5:2 derbowym starciu z Realem Madryt, jednak zbyt często znika z radarów, gdy rywale nie zostawiają mu wolnej przestrzeni do ataku.
Warunki umowy z Juventusem są precyzyjne i mogą zmusić Atletico do wydania 32 milionów euro. Klauzula wykupu stanie się obowiązkowa, jeśli reprezentant Argentyny rozegra przynajmniej 45 minut w dziewięciu z pozostałych piętnastu meczów LaLiga. Na ten moment statystyki nie grają na jego korzyść, ponieważ w ostatnich sześciu spotkaniach tylko raz spełnił ten wymóg. Kontuzje i brak regularnego rytmu sprawiają, że Mateu Alemany oraz sztab szkoleniowy muszą dokładnie przeanalizować, czy taki wydatek ma obecnie sportowe uzasadnienie.
Diego Simeone ceni rodaka za intensywność i wsparcie, jakie daje w bocznych sektorach boiska, zwłaszcza przy dośrodkowaniach Marcosa Llorente. Jednak brak konkretów pod bramką przeciwnika stawia pod znakiem zapytania sens finalizowania transakcji. Dyrektor sportowy Mateu Alemany, który nie brał udziału w zatwierdzaniu tego transferu latem, z pewnością będzie bacznie przyglądał się każdemu występowi Gonzaleza w decydującej fazie sezonu. Losy 48-krotnego reprezentanta Argentyny, za którego Juventus zapłacił wcześniej Fiorentinie 36,5 miliona euro, ważą się właśnie teraz.
