Najważniejsi interesariusze Formuły 1 spotkali się, aby zatwierdzić kluczowe zmiany w przepisach na rok 2026. Choć kibice narzekają na konieczność oszczędzania energii w kwalifikacjach i wyścigi zdominowane przez stan baterii, FIA oraz F1 stawiają na ewolucję zamiast rewolucji. Toto Wolff, szef Mercedesa, wezwał decydentów do pracy z „skalpelem, a nie kijem bejsbolowym”, ostrzegając przed powielaniem błędów z przeszłości, gdy gwałtowne decyzje pogarszały jakość sportu.
Dyskusje koncentrują się na technicznych detalach napędu elektrycznego. Rozważane jest obniżenie limitu odzyskiwania energii na okrążenie do poziomu 6 MJ oraz zwiększenie tempa rozładowywania mocy z 250 kW do 350 kW. Inżynierowie debatują także nad aktywną aerodynamiką w trybie jazdy na prostych. Każda z tych korekt może drastycznie zmienić układ sił w stawce, co tłumaczy ostrożne podejście zespołów dbających o własną przewagę konkurencyjną nad rywalami.
Bezpieczeństwo i polityczne gierki w padoku
Impulsem do rewizji planów stał się groźny wypadek Olivera Bearmana na torze Suzuka. Incydent ten pokazał ryzyko wynikające z ogromnych różnic prędkości między bolidami. Mimo to, wielu szefów ekip wolałoby poczekać na więcej danych z obecnych wyścigów przed wprowadzeniem poprawek. Historia pokazuje, że zespoły rzadko rezygnują z wypracowanych atutów, co potwierdziło Ferrari, blokując zmiany w systemach turbo, które dawały im przewagę na startach w obecnym sezonie.
Wolff podkreśla, że Formuła 1 jest obecnie w doskonałym miejscu komercyjnym i nie powinna być publicznie krytykowana przez własnych uczestników. Przypomina nudne wyścigi z lat 2000., gdy mimo zachwytu nad dźwiękiem silników V10, na torach niemal nie dochodziło do wyprzedzania. Szef Mercedesa apeluje o ochronę obecnego produktu i działanie w oparciu o twarde dane, unikając nostalgicznych decyzji, które mogłyby zniechęcić setki tysięcy nowych fanów śledzących zmagania.
