Silverstone wyrasta na jednego z głównych faworytów w wyścigu o miano najbardziej luksusowego weekendu w kalendarzu F1. Brytyjski tor, który przez lata kojarzył się z błotem i tłustymi kanapkami z bekonem, przechodzi całkowitą przemianę. Jak donoszą media, obiekt pod wodzą Stuarta Pringle'a stawia na model łączący wyścigi z festiwalem muzycznym.
Przemiana jest odpowiedzią na dawne upokorzenia. W 2002 roku Bernie Ecclestone nie mógł wylądować tam helikopterem, a po dotarciu na miejsce grzmiał, że to wiejski jarmark udający mistrzostwa świata. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Na terenie obiektu powstały hotele, centra konferencyjne i muzeum. Inwestycje te sprawiły, że Grand Prix Wielkiej Brytanii stało się finansowo samowystarczalne i utrzymało miejsce w kalendarzu Formuły 1 mimo ogromnej konkurencji.
Basen przy Hangar Straight i mistrzowie świata na wyciągnięcie ręki
Nowością na Silverstone jest Pop-Up Hotel, który wcześniej obsługiwał gości festiwalu Glastonbury. Kibice mogą teraz korzystać z basenu z widokiem na słynną prostą Hangar Straight. W strefach luksusowych pojawiają się legendy sportu, w tym mistrzowie świata Nigel Mansell oraz Jenson Button. To wyraźny sygnał, że Brytyjczycy chcą przenieść blask z Monako, Miami czy Las Vegas na swój własny, historyczny grunt, przyciągając nową grupę odbiorców.
Mark Sorrill, założyciel Pop-Up Hotel, zauważa, że F1 przestała być sportem tylko dla najbardziej zagorzałych fanów. Teraz liczy się moda i styl życia, co widać po przekroju gości na torze. Choć Silverstone nie ma gwarantowanej pogody jak Miami, nadrabia to unikalnym klimatem. Trzy czwarte gości hotelowych korzysta z rozbudowanej oferty hospitality, co pokazuje, jak bardzo zmieniły się oczekiwania osób odwiedzających wydarzenia na żywo pod rządami Liberty Media.
