Koniec marzeń o wielkich powrotach do F1? Szefowie serii stawiają twarde warunki

Jarosław ZającJarosław Zając
20 kwietnia 2026 01:41
Koniec marzeń o wielkich powrotach do F1? Szefowie serii stawiają twarde warunki
Źródło: autosport.com

Formuła 1 osiągnęła limit 24 wyścigów w sezonie i nie zamierza go zwiększać. Choć zainteresowanie organizacją zawodów deklarują kolejne kraje, szef serii Stefano Domenicali jasno daje do zrozumienia, że same chęci i polityczne obietnice to za mało. Władze Liberty Media stawiają na brutalny pragmatyzm i długofalową stabilność finansową, co stawia pod znakiem zapytania ambitne plany wielu regionów.

Szczególnie trudna sytuacja dotyczy Indii i RPA, skąd regularnie płyną deklaracje o powrocie do kalendarza. F1 szybko zdementowała doniesienia indyjskich urzędników o wyścigu w 2027 roku, a roszczenia z Afryki określa mianem fantazyjnych. Podobnie wygląda sprawa Argentyny. Mimo ogromnej popularności Franco Colapinto, kraj pogrążony w długach nie ma gwarancji na organizację Grand Prix, zwłaszcza że Buenos Aires dopiero testuje swoje możliwości przy modernizacji toru pod kątem MotoGP.

Długoletnie kontrakty fundamentem nowej ery

Strategia F1 opiera się teraz na umowach wykraczających daleko w przyszłość. Austria zabezpieczyła swoje miejsce aż do 2041 roku, a Melbourne, Madryt, Bahrajn i Montreal pozostaną w kalendarzu przez co najmniej dekadę. Tak długa perspektywa pozwala promotorom na gigantyczne inwestycje w infrastrukturę. Przykładem jest Miami, gdzie powstanie nowa strefa gościnna, czy Australia i Węgry, które zmuszone są do budowy nowoczesnych kompleksów padoku i zaplecza.

W Europie sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Podczas gdy Silverstone czy Monako utrzymały pozycję, organizatorzy Grand Prix Holandii uznali przedłużenie kontraktu po 2026 roku za zbyt duże ryzyko finansowe. Lukę po Zandvoort w latach 2027-2028 wypełni Portugalia. Domenicali podkreśla, że nie szuka jednorazowych skoków popularności, lecz biznesplanów gwarantujących zyski przez 5 lub 10 lat, co obecnie najlepiej realizują Tajlandia oraz Korea Południowa.

Mimo ogromnego potencjału rynku w USA, fani w Nowym Jorku czy Chicago muszą obejść się smakiem. Szef F1 wykluczył dodanie kolejnych wyścigów w Ameryce Północnej, gdzie odbywa się już pięć rund. Nowe lokalizacje w tym regionie będą rozważane tylko wtedy, gdy z kalendarza wypadnie któryś z obecnych organizatorów, na przykład Meksyk, którego obecna umowa wygasa w 2028 roku.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!