Jeremy Sochan ma za sobą pierwsze mecze w barwach New York Knicks. Dla 22-letniego reprezentanta Polski to zupełnie nowe otoczenie po latach spędzonych w San Antonio Spurs. W rozmowie z „New York Post” nie ukrywa, że potrzebuje czasu, by wejść na właściwe obroty.
Jedyny Polak w NBA podkreśla, że zmiana klubu w trakcie sezonu to wyzwanie nie tylko sportowe, ale i mentalne.
Nowa dynamika, nowe role
Sochan został wybrany z dziewiątym numerem draftu w 2022 roku przez San Antonio Spurs i dotąd znał tylko tę organizację. Transfer do New York Knicks oznacza dla niego pierwszy kontakt z zupełnie inną kulturą drużyny i nowym systemem gry.
– To mój pierwszy raz, gdy dostosowuję się do nowej dynamiki zespołu. Zajmie mi to jakiś czas, aby ją zrozumieć, a dodatkowo oczywiście nie jestem jeszcze w pełnej formie meczowej – przyznał w wywiadzie.
Polak uspokaja jednak kibiców. Zapewnia, że to naturalny proces, który wymaga cierpliwości. – Będą wzloty i upadki, ale jestem podekscytowany faktem, gdzie trafiłem i naprawdę wierzę, że mogę wnieść coś do tej drużyny – podkreślił.
Minuty przyjdą z czasem
Na razie liczby nie rzucają na kolana. W czterech spotkaniach dla Knicks Sochan zdobył łącznie cztery punkty, zanotował cztery zbiórki i trzy asysty. Trener Mike Brown daje mu średnio 7,5 minuty gry.
Zawodnik przyznaje, że kluczowe jest zrozumienie przyzwyczajeń kolegów z zespołu. – Wszedłem do drużyny w trakcie sezonu, muszę wyczuć atmosferę i te wszystkie rzeczy dookoła. Zagrywki uczę się szybko, ale teraz chodzi o detale – o to, co koledzy lubią i czego nie lubią w ataku i obronie – tłumaczył.
Na pytanie o formę odpowiedział krótko i konkretnie: nie da się jej odzyskać inaczej niż przez granie. – Potrzeba kilku spotkań i wtedy czujesz się już lepiej – zaznaczył.
W Nowym Jorku nikt nie oczekuje natychmiastowych fajerwerków. Sochan zaczyna od małych kroków, a jego słowa pokazują jedno: wie, że adaptacja to proces, a nie sprint.
