Adrian Siemieniec przez sześć spotkań Ekstraklasy nie może prowadzić Jagiellonii z ławki, ale jego wpływ na zespół wcale nie musi zniknąć. Klub poprosił o dokładną interpretację przepisów i ustalił, że szkoleniowiec może w trakcie meczu pośrednio komunikować się z drużyną.
To zmienia spojrzenie na karę nałożoną na trenera Jagiellonii. Siemieniec nie będzie mógł przebywać na ławce rezerwowych ani wejść do szatni, ale przepisy nie odcinają go całkowicie od możliwości przekazywania uwag.
Potwierdził to dyrektor zarządzający Jagiellonii Maciej Szymański w rozmowie z Canal+.
– Przepisy w tym zakresie były bardzo ogólne, dlatego poprosiliśmy o ich doprecyzowanie. Trener nie może być na ławce ani w szatni, ale może prowadzić pośrednią komunikację z zespołem – wyjaśnił.
W praktyce oznacza to, że podczas ligowych spotkań decyzje przy linii bocznej będzie podejmował sztab z Mikołajem Łuczakiem na czele, ale Siemieniec nadal może pozostawać w kontakcie z osobami prowadzącymi drużynę.
Nie oznacza to oczywiście, że kara jest zupełnie bez znaczenia. Brak możliwości bezpośredniego reagowania przy linii, rozmowy z zawodnikami w przerwie czy osobistego zarządzania zmianami to realne ograniczenia. Jagiellonia znalazła jednak rozwiązanie, które pozwoli zachować część wpływu pierwszego trenera.
Dodatkowo dyskwalifikacja dotyczy wyłącznie Ekstraklasy. W Lidze Europy oraz Pucharze Polski Siemieniec będzie mógł normalnie wykonywać swoje obowiązki.
Do zakończenia kary Jagiellonię czeka sześć ligowych spotkań: z Górnikiem Zabrze, Zagłębiem Lubin, Wisłą Płock, Wieczystą Kraków, GKS-em Katowice i Cracovią. Najbliższy, z wicemistrzem Polski, w tę sobotę. Start zaplanowano na godznę 20.15.

