Jagiellonia Białystok była gotowa zrobić bardzo dużo, by zatrzymać Łukasza Masłowskiego, a podobnie podchodzi do przyszłości Adriana Siemieńca. Klub nie ograniczył się przy tym do rozmów o nowych kontraktach i lepszych warunkach finansowych — w grę weszła znacznie bardziej niecodzienna propozycja.
Jak przyznał Masłowski w rozmowie z Radiem Widzew, Jagiellonia była gotowa zaoferować mu część udziałów w klubie. Taki ruch miał być jednym z elementów starań o zatrzymanie go w Białymstoku.
Ostatecznie nie wystarczyło. Masłowski zdecydował się odejść, mimo że wcześniej klub przedstawiał mu kilka wariantów dalszej współpracy i długo próbował przekonać go do pozostania.
Co jednak najciekawsze, podobny pomysł miał zostać przedstawiony również Adrianowi Siemieńcowi.
To pokazuje, że władze Jagiellonii bardzo wysoko wyceniają rolę obecnego szkoleniowca i chcą związać go z klubem nie tylko poprzez kontrakt trenerski. Siemieniec nadal pracuje w Białymstoku, ale od miesięcy przewija się temat możliwego wyjazdu za granicę.
Jagiellonia zdaje sobie z tego sprawę. W jego umowie znajduje się zapis umożliwiający odejście do zagranicznego klubu w określonych warunkach, a przedstawiciele mistrza Polski publicznie przyznawali już, że liczą się z takim scenariuszem.
Właśnie dlatego propozycja udziałów ma dodatkowy ciężar. To nie jest zwykła premia za wyniki czy kolejna podwyżka, ale próba związania kluczowej osoby ze strukturą klubu na zupełnie innym poziomie.
W przypadku Masłowskiego ten plan nie zadziałał. W przypadku Siemieńca sprawa nadal pozostaje otwarta.

