Polska przygotowuje się do roli gospodarza siatkarskiego Pucharu Świata w 2027 roku, płacąc gigantyczną cenę za prawo do organizacji pierwszej edycji turnieju po rebrandingu. Sebastian Świderski ujawnił, że model finansowy tej dyscypliny wymusza na krajowej federacji ogromne wypadki. Padła nawet konkretna kwota!
W rozmowie z Łukaszem Kadziewiczem Sebastian Świderski wyjaśnił, że właścicielem praw do prestiżowych turniejów jest Volleyball World, który odsprzedaje je federacjom narodowym. Prezes PZPS bezpośrednio zestawił tę sytuację ze standardami panującymi w piłce nożnej, gdzie FIFA czy UEFA finansują działania lokalnych organizatorów.
W siatkówce sytuacja jest odwrotna, co Sebastian Świderski skwitował dosadnie:
„W naszej dyscyplinie wszystko jest postawione na głowie. Wszyscy się dziwią, kiedy to słyszą, bo to model zupełnie odwrotny niż w piłce nożnej”.
Według słów prezesa, polska strona musi uiścić wysoką opłatę wstępną, tzw. „entry fee”, a dodatkowo z własnych środków pokryć całe zaplecze logistyczne imprezy.
Turniej zaplanowany na wrzesień 2027 roku będzie przełomowy dla całej dyscypliny. Po tym, jak Mistrzostwa Świata z 2025 roku zamknęły pewien etap w historii, FIVB zdecydowała o zmianie nazwy cyklu. Tym samym Polska zorganizuje zawody, które będą funkcjonować już jako Puchar Świata w piłce siatkowej. Zmagania 32 drużyn, podzielonych na osiem grup, śledzić będą mieszkańcy pięciu polskich metropolii. Na sportowej mapie turnieju znalazły się Olsztyn, Gdańsk, Łódź, Katowice i Kraków.
Sebastian Świderski, pytany o skalę nakładów finansowych, przywołał przykład z 2022 roku, gdy Polska starała się o prawo do organizacji poprzedniego czempionatu.
Na sugestię dziennikarza o kwotach rzędu trzech czy pięciu milionów, prezes odpowiedział:
„Proszę cię! Dużo, dużo więcej. Powiem konkretnie: w 2022 roku zapłaciliśmy za samą możliwość zorganizowania Mistrzostw Świata dwadzieścia milionów (...) Euro. Dwadzieścia milionów euro”.
