Barcelona stawia sprawę jasno w kwestii przyszłości swojej największej młodej gwiazdy. Hansi Flick nie zamierza wystawiać Lamine Yamala na pozycji fałszywej dziewiątki, o czym poinformował dziennik El País. Choć nastolatek przyznawał, że w przyszłości widzi siebie w środku pola, sztab szkoleniowy na Camp Nou podjął inną decyzję.
Flick eksperymentował już z przesunięciem Yamala do środka, między innymi w meczu przeciwko Realowi Betis, ale obecnie taki ruch nie wchodzi w grę. Trener preferuje ustawienie go na prawym skrzydle. To właśnie tam zawodnik ma cieszyć się maksymalną swobodą, wykorzystując drybling, szybkość i technikę, które uczyniły go jednym z najgroźniejszych skrzydłowych w Europie. Klub wyznaje zasadę stopniowego rozwoju i nie czuje żadnej presji, aby przyspieszać zmianę pozycji swojego wychowanka.
Transfery potwierdzają nową architekturę składu
Sprowadzenie Anthony'ego Gordona oraz Karima Adeyemiego, przy jednoczesnej obecności Raphinhi, tylko utwierdziło Barcelonę w tym przekonaniu. Władze klubu wierzą, że parametry fizyczne i styl biegania tych trzech graczy pomogą stworzyć Yamalowi wolne przestrzenie, w których czuje się najlepiej. Cała letnia rekrutacja Flicka została zaprojektowana tak, aby stworzyć nastolatkowi odpowiednią strukturę wsparcia na boku boiska, a nie szukać mu nowego miejsca w formacji ofensywnej.
Dopełnieniem tej strategii ma być sprowadzenie Juliana Alvareza z Atletico Madryt. Barcelona wciąż zabiega o podpis Argentyńczyka, który w przypadku transferu ma przejąć rolę numeru dziewięć. Taki układ definitywnie zamyka Yamalowi drogę do gry w centrum ataku. Klub chce, aby młody Hiszpan skupił się na eksploatowaniu luk w obronie rywali, które będą otwierać dla niego nowi koledzy z zespołu. Obecna architektura składu jest podporządkowana wyłącznie efektywności na prawym skrzydle.
