Barcelona przeżyła prawdziwy emocjonalny rollercoaster w półfinale Pucharu Króla. Choć podopieczni Hansiego Flicka wygrali rewanżowe starcie, to Atletico Madryt cieszy się z awansu do finału dzięki wynikowi 4:3 w dwumeczu. Po końcowym gwizdku większość zawodników Dumy Katalonii padła na murawę z wycieńczenia i rozpaczy.
Niemiecki szkoleniowiec przyznał po meczu, że w szatni panuje mieszanka rozczarowania i dumy. Flick zdradził, że po wcześniejszych porażkach z Atletico i Gironą odbył z zespołem długą rozmowę, która miała wstrząsnąć drużyną. Efekt był widoczny na boisku, gdzie Barcelona dominowała i seryjnie marnowała okazje na czwartego lub piątego gola. Trener szczególnie wyróżnił Marca Bernala oraz Pau Cubarsiego. O tym drugim wypowiedział się w samych superlatywach, nazywając go jednym z najlepszych środkowych obrońców na świecie, mimo słabszej formy w ostatnich tygodniach.
Szpital w Barcelonie i walka o uratowanie sezonu
Cena za walkę do upadłego okazała się jednak bardzo wysoka dla zdrowia kluczowych graczy. Jules Kounde oraz Alejandro Balde doznali kosztownych kontuzji, co komplikuje sytuację kadrową przed decydującymi starciami w LaLiga i Lidze Mistrzów. Flick podkreślił, że teraz kluczowa będzie regeneracja przed meczami z Athletic Bilbao i Newcastle. Niemiec wymaga od swoich piłkarzy, aby prezentowali tak wysoki poziom intensywności w każdym spotkaniu, a nie tylko w momentach kryzysowych, gdy muszą odrabiać straty z pierwszego meczu.
Ważnym aspektem wieczoru był powrót zorganizowanej grupy kibiców, która pojawiła się na trybunach po 18 miesiącach nieobecności spowodowanej sporem o kary UEFA. Hansi Flick nie krył zachwytu atmosferą na stadionie i przyznał, że takie wsparcie jest niezbędne do budowania relacji, które pozwolą klubowi wygrywać trofea. Raphinha dodał, że zespół zasłużył na finał po tak dobrym występie, ale ostatecznie o porażce przesądziła słaba postawa w pierwszym spotkaniu. Teraz Barcelona musi natychmiast odzyskać siły na wyjazd do Bilbao.
