Carlos Alcaraz, wicelider rankingu ATP, musiał zrezygnować ze startu w Barcelonie z powodu urazu nadgarstka. To kolejny cios dla kibiców, bo lista nieobecnych gwiazd drastycznie rośnie. Emma Raducanu i Jack Draper od roku nie potrafią rozegrać dłuższego cyklu bez problemów fizycznych, a Holger Rune wciąż walczy o powrót po ciężkiej kontuzji z końcówki 2025 roku. Czy zawodowy tenis stał się sportem niebezpiecznym dla zdrowia?
Głównym winowajcą jest przeładowany kalendarz, który zmusza tenisistów do morderczego wysiłku. Tim Henman, były czołowy zawodnik, uderza w obecny system Masters 1000. Jego zdaniem wydłużenie tych turniejów do 12 dni niszczy zawodników. Henman apeluje o skrócenie imprez do ośmiu dni i wprowadzenie tygodni bez tenisa, co pozwoliłoby organizmom na regenerację. Obecnie pogoń za punktami i pieniędzmi sprawia, że gracze wychodzą na kort, nie będąc w pełni sił.
Fatalne piłki niszczą stawy zawodników
Drugim powodem kryzysu są piłki, a konkretnie ich ciągłe zmiany. Greg Rusedski grzmi, że produkty marki Dunlop są fatalnej jakości, szybko stają się ciężkie i zmieniają dynamikę gry już po siedmiu gemach. Na ten sam problem skarżyli się publicznie Daniil Medvedev oraz Aryna Sabalenka. Zawodnicy nie nadążają z adaptacją do nowych warunków co tydzień, co bezpośrednio przekłada się na przeciążenia i bolesne urazy, eliminujące ich z najważniejszych startów w sezonie.
Sytuację komplikuje fakt, że turnieje są związane kontraktami sponsorskimi z różnymi producentami. Choć pieniądze z tych umów są potrzebne, cena za nie jest wysoka. Nawet jeśli kalendarz zostanie skrócony, pojawia się obawa, że gwiazdy pokroju Alcaraza wykorzystają wolny czas na lukratywne mecze pokazowe. To błędne koło sprawia, że najwięksi gracze zamiast na korcie, coraz częściej spędzają czas w gabinetach lekarskich, a debata o przyszłości dyscypliny nabiera tempa.
