Władze światowego tenisa znalazły się pod ogromną presją po ostatnich wydarzeniach w Montrealu i Toronto. Wydłużenie turniejów rangi Masters 1000 oraz WTA 1000 do 12 dni miało przynieść zyski, ale zamiast tego wywołało falę rezygnacji największych gwiazd dyscypliny.
Lista nieobecnych w Montrealu była uderzająca, ponieważ z gry zrezygnowali Jannik Sinner, Carlos Alcaraz oraz Novak Djokovic. Choć turniej WTA w Toronto zgromadził czołowe zawodniczki, problemem okazały się dwudniowe przerwy między meczami, które w przypadku spotkań rozgrywanych do dwóch wygranych setów wydają się zbędne. Eksperci zauważają, że turnieje tracą tempo, a brak możliwości mieszania meczów kobiet i mężczyzn w tych samych lokalizacjach sprawia, że widowisko staje się mniej atrakcyjne dla kibiców.
Alexander Zverev uderza w obecny system
Głos w sprawie zabrał Alexander Zverev, który nie gryzł się w język, oceniając obecny kalendarz startów w Ameryce Północnej. Niemiecki tenisista podkreślił, że obecny format zmusza zawodników do spędzania na kontynencie aż siedmiu tygodni, co jest głównym powodem licznych wycofań. Zverev widzi proste rozwiązanie, które mogłoby uratować prestiżowe imprezy przed dalszą degradacją i brakiem zainteresowania ze strony najlepszych graczy rankingu.
„Jeśli grasz wszystko i jesteś w czołówce, spędzasz tutaj w Ameryce Północnej siedem tygodni. To dość długo. I myślę, że właśnie dlatego wielu czołowych graczy od lat decyduje się nie grać w Kanadzie. To niestety smutna rzeczywistość” – przyznał Zverev. Zapytany o sposób na naprawę sytuacji, odpowiedział krótko: „Tak, jak było zawsze. Całkiem proste. Sprawcie, żebyśmy byli tutaj przez dwa tygodnie, a nie siedem”.
Mimo narastającej krytyki ze strony zawodników i kibiców, szefowie ATP Tour podtrzymują, że są zadowoleni z nowego, 12-dniowego formatu. Sugeruje to, że szybkie zmiany nie zostaną wprowadzone, choć presja będzie rosła wraz z kolejnymi rezygnacjami. Obecnie lista nieobecnych przed turniejem w Cincinnati powiększyła się już do 15 nazwisk, a wśród nich znalazła się Naomi Osaka, co tylko potwierdza pogłębiający się kryzys w kalendarzu.
