Lukas Hradecky nie tak wyobrażał sobie początki w nowym otoczeniu. Doświadczony bramkarz, który latem zamienił Bayer Leverkusen na AS Monaco, przeżył brutalne zderzenie z rzeczywistością. Fin otwarcie przyznaje, że minione miesiące były dla niego ogromnym rozczarowaniem.
Statystyki 36-letniego zawodnika są nieubłagane i pokazują skalę problemu, z jakim mierzy się klub z Księstwa. Hradecky wystąpił w zaledwie 13 spotkaniach w całym sezonie, co jest wynikiem znacznie poniżej oczekiwań sztabu szkoleniowego. Reprezentant Finlandii stał się ofiarą fatalnego pecha, który wykluczył go z gry na większą część rozgrywek. Łącznie z powodu problemów zdrowotnych opuścił aż 27 meczów, co zdezorganizowało obsadę bramki w zespole Monaco.
Fatalna seria kontuzji w Monaco
Problemy zaczęły się już pod koniec sierpnia podczas starcia z RC Strasbourg Alsace, kiedy bramkarz doznał pierwszego urazu kolana. Po powrocie do zdrowia pech wrócił w styczniu w trakcie meczu przeciwko Olympique Lyon. Hradecky zaznacza, że obie kontuzje kolana wynikały z kontaktu fizycznego na boisku, a nie z problemów mięśniowych. To nie jest sposób, w jaki chciałem tutaj wejść, stwierdził zawodnik podczas konferencji prasowej, nie kryjąc frustracji z powodu straconego czasu.
Mimo zaawansowanego wieku i trudnego okresu, Hradecky nie zamierza rezygnować z walki o miejsce w składzie. Piłkarz jasno zadeklarował, że jego celem jest pozostanie w klubie na kolejny sezon i wypełnienie obowiązującego kontraktu. Nie skończyłem tutaj, zapowiedział stanowczo Fin. Liczy, że limit pecha został już wyczerpany i w przyszłych rozgrywkach będzie mógł regularnie pomagać drużynie na boisku, zamiast oglądać mecze kolegów z trybun stadionu w Monako.
