Barcelona szykuje się na wyjątkowo gorące lato, a dyrektor sportowy Deco odzyskuje swobodę w przeprowadzaniu transferów. Klub po czterech latach wraca do limitu wynagrodzeń, co otwiera drogę do odważnych ruchów kadrowych. Jednym z głównych bohaterów głośnego odejścia ma być Marc Casado, który po obiecującym początku sezonu u Hansiego Flicka, niemal całkowicie zniknął z radarów niemieckiego szkoleniowca.
Sytuacja reprezentanta Hiszpanii zmieniła się drastycznie po powrocie do zdrowia Frenkiego de Jonga. Casado nie potrafi odzyskać dawnej formy i przegrywa rywalizację o miejsce w środku pola. Dodatkowym problemem dla 21-latka jest błyskawiczny rozwój Marca Bernala. 18-latek wraca po kontuzji więzadeł krzyżowych i w hierarchii Flicka przeskoczył już starszego kolegę, co stawia przyszłość Casado pod wielkim znakiem zapytania.
Kuszenie milionami z Arabii Saudyjskiej
Choć pomocnik skupia się na dokończeniu obecnych rozgrywek w barwach Blaugrany, na stole leży już konkretna propozycja. Saudyjskie kluby kuszą zawodnika kontraktem, który zagwarantuje mu finansową stabilizację na lata. To ogromna zmiana w porównaniu do poprzedniego lata, kiedy Casado odrzucił zainteresowanie ze strony Atletico Madryt, Wolves oraz West Hamu. Wtedy kluby te były gotowe zapłacić za niego około 30 milionów euro.
Brak regularnych minut w przyszłym sezonie wydaje się niemal pewny, jeśli w kadrze Barcelony nie dojdzie do innych odejść. Casado stoi przed trudnym wyborem między walką o odzyskanie zaufania trenera a lukratywnym transferem na Bliski Wschód. Deco i władze klubu są gotowe na sprzedaż, ponieważ fundusze uzyskane z tej transakcji pozwolą na większą elastyczność przy wzmacnianiu innych pozycji w zespole lidera LaLiga.
