Lando Norris ponownie uderza w nowe przepisy Formuły 1 na rok 2026, nazywając je rozwiązaniami bardzo sztucznymi. Kierowca McLarena uważa, że rywalizacja stała się teraz bardziej niebezpieczna niż kiedykolwiek wcześniej. Po dramatycznym Grand Prix Australii Brytyjczyk nie kryje frustracji kierunkiem, w którym zmierza sport.
Głównym punktem sporu jest nowa jednostka napędowa, w której energia elektryczna odgrywa znacznie większą rolę. Norris twierdzi, że zarządzanie baterią dominuje nad czystym ściganiem. Kierowca, który zajął piąte miejsce w Melbourne, przyznał wprost, że stawka przeszła od najlepszych samochodów w historii do prawdopodobnie najgorszych. Według niego obecny system sprawia, że wyniki zależą od losowych decyzji jednostki napędowej, co odbiera zawodnikom kontrolę nad sytuacją na torze.
Ryzyko potężnych wypadków na torze
Największe obawy budzą jednak różnice w prędkościach między bolidami. Gdy jeden kierowca odzyskuje energię do baterii, a drugi atakuje, różnica może wynosić nawet 50 km/h. Norris ostrzega, że uderzenie przy takiej dysproporcji skończy się lotem nad ogrodzeniem i ogromnymi uszkodzeniami. Brytyjczyk podkreśla, że kierowcy po prostu czekają, aż wydarzy się coś strasznego, co jest dla nich wyjątkowo niekomfortową sytuacją podczas walki koło w koło.
Wyścig w Melbourne potwierdził przedsezonowe obawy o chaos na torze. Norris przewidywał, że rywalizacja będzie przypominać zabawę jojo, gdzie zawodnicy tracą i zyskują pozycje w sposób nieprzewidywalny. Mimo zajęcia wysokiej lokaty, reprezentant McLarena zaznacza, że nie cieszy go taki styl ścigania. Na ten moment kierowcy nie mają jednak możliwości zmiany przepisów, co potęguje irytację w padoku przed kolejnymi rundami mistrzostw świata.
