Zestawienie oczekiwanych goli (xG) w Ekstraklasie odsłania przepaść między jakością kreowanych sytuacji a rzeczywistą skutecznością napastników — a w tym rankingu nikt nie wypada tak boleśnie jak Mileta Rajović z Legii.
Liderem zestawienia oczekiwanych goli strzelonych jest Tomáš Bobček (Lechia) z wynikiem 16,99 xG i 17 bramkami na koncie — to praktycznie idealna zbieżność modelu z rzeczywistością. Tuż za nim plasuje się Mikael Ishak z Lecha (15,47 xG / 15 goli) oraz Jonatan Braut Brunes z Rakowa (13,71 xG / 15 goli), który nieznacznie przewyższa oczekiwania statystyczne.
Na szczególną uwagę zasługuje Karol Czubak: przy xG wynoszącym 12,75 zdobył aż 16 bramek, co oznacza, że regularnie wykraczał poza to, czego można było oczekiwać na podstawie jakości jego sytuacji strzeleckich — to cecha snajperów potrafiących wycisnąć więcej z dostępnych okazji. Podobnie ponad model strzelali Afimico Pululu (11,83 xG / 12 goli), pomocnik Jesús Imaz (10,95 xG / 13 goli) czy Sebastian Bergier (8,82 xG / 12 goli).
W zestawiniu najgorzej wypadają statystyki Milety Rajovicia. Napastnik Legii wygenerował 12,33 xG — piąty wynik w całym zestawieniu — a więc przez cały sezon znajdował się w sytuacjach, które statystycznie powinny przynosić ponad dwanaście bramek. Tymczasem na tablicy wyników zanotował ich... sześć.
Różnica rzędu ponad 6,3 gola poniżej oczekiwań to wynik drastycznie gorszy niż u kogokolwiek z czołówki rankingu. Dla porównania: nawet German Barkovskiy z Piasta, który przy 8,36 xG uzyskał tylko 4 bramki, notuje deficyt blisko o połowę mniejszy. Rajović stwarzał sobie zatem dobre okazje — problem leżał wyłącznie w ich wykorzystaniu. I z pewnością jakość wykańczania akcji przez tego zawodnika pamięta obecnie wielu kibiców – nie tylko tych z Warszawy.
Mileta Rajović dołączył do Legii przed tym sezonem. Wcześniej był zawodnikiem Watfordu. Napastnik ma kontrakt ze stołecznym klubem aż do 2029 roku, co przy jego wstydliwych statystykach trudno uznać za dobrą wiadomość dla sympatyków warszawskiej ekipy.
