Atletico Madryt przegrywa z Barceloną 1:2, ale po meczu nikt nie mówi o pięknych bramkach. Robin Le Normand dołączył do Juana Musso oraz trenera Diego Simeone, ostro krytykując decyzję arbitra o cofnięciu czerwonej kartki dla Gerarda Martina. Sędzia po analizie VAR zmienił pierwotny werdykt na żółty kartonik, co wywołało furię w obozie gospodarzy.
Le Normand nie ukrywa rozgoryczenia postawą arbitra, który jego zdaniem unikał jakiegokolwiek dialogu z zawodnikami. Obrońca twierdzi, że każda próba rozmowy, nawet ze strony kapitana, kończyła się natychmiastowym ukaraniem żółtą kartką. Piłkarz uważa, że takie sędziowanie niepotrzebnie podniosło napięcie na murawie. Według niego arbiter po prostu się pomylił, co miało kluczowy wpływ na przebieg hitowego starcia.
Ostre słowa o faworyzowaniu rywali
Reprezentant Hiszpanii poszedł o krok dalej w swojej ocenie sytuacji, odnosząc się do słów Hansiego Flicka. Trener Barcelony uznał, że faul nie zasługiwał na wykluczenie, co Le Normand skwitował krótko. Piłkarz jest przekonany, że gdyby to on dopuścił się identycznego przewinienia, bez wątpienia zostałby wyrzucony z boiska. To kolejna sytuacja, w której Atletico czuje się pokrzywdzone, przypominając kontrowersje z wcześniejszego meczu przeciwko Realowi Madryt.
Mimo ogromnego rozczarowania i poczucia niesprawiedliwości, zespół z Madrytu musi szybko odzyskać równowagę. Już w najbliższą środę obie ekipy zmierzą się ponownie w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Le Normand zapewnia, że w szatni nie ma mowy o chęci zemsty, a jedynie o pełnej mobilizacji. Obrońca wierzy, że Atletico pokazało już w lidze i pucharze wystarczająco dużo talentu oraz energii, by rywalizować z Barceloną jak równy z równym.
