Franck Leboeuf w mocnych słowach opisuje sytuację w Olympique Marsylia. Były kapitan klubu twierdzi, że miasto przypomina szybkowar, który może wybuchnąć po każdym kolejnym słabym wyniku zespołu.
Dziennikarz sportowy i były reprezentant Francji zauważa brak jakiegokolwiek postępu w grze drużyny. Choć Paris Saint-Germain dysponuje ogromnym budżetem, Leboeuf przypomina sukcesy Montpellier czy Lille jako dowód, że walka o tytuł jest możliwa. Jego zdaniem problemem Marsylii jest brak stabilizacji poza boiskiem. Walka o władzę w gabinetach przekłada się na niezdrową atmosferę, która bezpośrednio uderza w sztab szkoleniowy oraz zawodników biegających po murawie stadionu Velodrome.
Wspomnienia Leboeufa z czasów gry w Marsylii kreślą obraz klubu, w którym nikt nie trzyma się swojej roli. Prezesi próbowali decydować o taktyce, a trenerzy milczeli ze strachu przed zwolnieniem. Najbardziej drastyczne są jednak relacje dotyczące kibiców. Były obrońca wyznał, że po porażkach jego koledzy z drużyny wracali do domów ukryci w bagażnikach samochodów. Fani czuli się uprawnieni do zastraszania graczy, co zamiast motywacji budziło w nich jedynie chęć natychmiastowego odejścia.
Leboeuf porównuje te realia do ligi angielskiej, gdzie niezadowoleni kibice po prostu opuszczali trybuny przed końcem meczu. W Marsylii presja przybiera formę agresji, nachodzenia piłkarzy w domach i grożenia ich rodzinom. Mimo że struktury klubu uległy pewnej poprawie, napięcie wciąż pozostaje ogromne. Według Francuza system funkcjonowania Olympique Marsylia jest skomplikowany i toksyczny, a jedynym rozwiązaniem dla wszystkich stron zaangażowanych w życie klubu jest wzajemne uspokojenie emocji.
