Francja staje przed ogromnym wyzwaniem już w swoim pierwszym meczu na mistrzostwach świata 2026. Na stadionie MetLife dojdzie do powtórki starcia z 2022 roku, które elektryzuje kibiców na całym świecie.
Głównym zagrożeniem dla ekipy Les Bleus pozostaje Sadio Mané. Choć 34-letni zawodnik Al-Nassr nie dysponuje już taką szybkością jak w czasach gry dla Liverpoolu, jego inteligencja taktyczna i aura lidera są nie do przecenienia. Mané występuje teraz w bardziej centralnej roli, pełniąc funkcję emocjonalnego barometru drużyny. Dla triumfatora Ligi Mistrzów ten turniej to „ostatni taniec” i finalna szansa, by poprowadzić afrykański naród do sukcesu w fazie pucharowej mundialu.
Cichy lider fundamentem senegalskiej defensywy
Podczas gdy media skupiają się na Mané i Kalidou Koulibalym, kluczową postacią w strukturze zespołu Pape Thiawa jest Moussa Niakhaté. Były obrońca Nottingham Forest stał się mózgiem formacji defensywnej dzięki doskonałemu czytaniu gry. Niakhaté potrafi asekurować ofensywnie usposobionych bocznych obrońców i zachowuje spokój przy wyprowadzaniu piłki z trudnych stref. Sztab szkoleniowy podkreśla, że zawodnik nie potrzebuje opaski kapitańskiej, by być liderem, na którym opiera się cała pewność siebie drużyny.
Francuzi muszą uważać także na drugą linię, gdzie o kontrolę nad środkiem pola powalczy Sander Berge z Fulham. Senegalczycy liczą, że solidność Niakhaté pozwoli ich ofensywnym talentom na swobodną ekspresję pod bramką rywali. Z kolei w ekipie francuskiej oczy zwrócone są na Michaela Olise, który debiutuje na mistrzostwach świata jako jeden z najbardziej wpływowych atakujących w Europie. Gueye będzie musiał pilnować ruchów Adriena Rabiota, by ograniczyć wpływ Francji w centralnych sektorach boiska.
