Ferrari wyrasta na jedynego realnego konkurenta dla dominującego Mercedesa, choć strata w Szanghaju wyniosła aż 25 sekund. Lewis Hamilton wywalczył tam swoje pierwsze podium w barwach Scuderii, ale SF-26 wciąż traci do bolidów W17 około 0,45 sekundy na okrążeniu. Największym problemem pozostają proste, gdzie włoska maszyna oddaje rywalom blisko trzy dziesiąte sekundy przez deficyt mocy silnika V6 szacowany na 20–25 koni mechanicznych.
Kluczem do przełamania hegemonii Srebrnych Strzał ma być rewolucyjne tylne skrzydło, ochrzczone mianem „Macarena”. Choć po testach w Chinach pojawiły się głosy o odrzuceniu tego projektu, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Inżynierowie pod wodzą Loica Serry zebrali bezcenne dane dotyczące synchronizacji ruchomych płatów z przednim skrzydłem. Rozwiązanie to ma powrócić podczas GP Japonii, gdzie wysoka wydajność aerodynamiczna jest niezbędna do walki o zwycięstwo na wymagającym torze Suzuka.
Wyścig zbrojeń przed GP Miami
W Maranello trwa intensywna praca nad zniwelowaniem przewagi technologicznej Mercedesa, który prawdopodobnie wykorzystuje wyższy stopień sprężania silnika przy wysokich temperaturach. Ferrari planuje duży pakiet poprawek na 4 maja w Miami, a kolejna szansa na odzyskanie mocy w jednostce napędowej pojawi się przed GP Węgier. Obecnie priorytetem jest dopracowanie „skrzydła Macarena”, które ma drastycznie zmniejszyć opór powietrza i pozwolić Hamiltonowi oraz Leclercowi na nawiązanie walki w sekcjach technicznych.
